wtorek, 25 lutego 2020

RÓŻOWY / PINK PHENOMENAL US -CHALLENGE 91

Dawno już nie brałam udziału w wyzwaniach.
Skusił mnie kolor różowy.
Nie mam aktualnych zdjęć, dlatego kilka zdjęciowo - blogowych powrotów.
Takie różowe odgrzewane kotlety.:)


Tutaj pink w dodatkach:



 Sukienki pink:





I mój ulubiony płaszczyk pink w wersji zimowej i wiosennej:





A także mój ulubiony różowy kapelusz:


Ten kolor jest taki radosny i energetyczny. :)


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających bardzo serdecznie.

Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem.
Powoli wracam do Was.

czwartek, 20 lutego 2020

Krótko...

Kochani, przepraszam za moją nieobecność na moich ulubionych blogach.
Pokonała mnie grypa. Dochodzę powoli do siebie.
A  jutro mąż zawozi mnie do szpitala na kolejne badania i biopsję.
Mam nadzieję, że w miarę szybko wrócę do blogosfery.

                           *********************************************

Jeszcze niedawno po powrocie z Dubaju bawiliśmy się z okazji pewnej rodzinnej uroczystości, a tu znowu bach... I jest, jak jest...
Proszę, trzymajcie kciuki.





Dziękuję bardzo za komentarze pod ostatnim postem.

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających baaardzo ciepło i serdecznie.

Zdjęcia trochę niewyraźne ( z komórki) - luty 2020.

czwartek, 13 lutego 2020

Drugi spacer w Dubaju.

Tego dnia po śniadaniu postanowiliśmy pójść pieszo w stronę plaży.
Pogoda na spacer - idealna. Oczywiście nie odbyło się bez przygód.

W  hotelowym holu czekaliśmy na naszych znajomych.
Mąż zdecydował, że uwieczni mnie w tym miejscu. I doprawdy nie wiem, kiedy i w jakim języku zagadnął hotelowego gościa, który zgodził się pozować do zdjęcia.:)


Jak na szafiarkę  przystało jeszcze dwie hotelowe fotki:



Z okna naszego hotelu był widoczny meczet. Codziennie o 6.00 budził nas śpiew imana z minaretu wzywający muzułmanów do modlitwy. Postanowiliśmy zobaczyć meczet z bliska:







Udało nam się wejść do środka:







Tak naprawdę miałyśmy ze znajomą M. wejść z drugiej strony - miejsce przeznaczone dla kobiet.



W dzisiejszym poście mniej opisowo a bardziej zdjęciowo: )
Kolejnym "przystankiem" był sklep, który zachwycił nas zawartością egzotycznego towaru.
Oczywiście nie na naszą kieszeń:








Oki wychodzimy, nie będziemy udawać, że chcemy coś kupić...


Ruszamy dalej. Oto, co udało mi się złapać w kadrze:









Zanim powstały te zdjęcia, cała nasza czwórka przeżyła niemiłą przygodę - ze mną w roli głównej. Otóż chcąc uwiecznić różne miejsca, praktycznie nie wypuszczałam komórki z włączonym aparatem z dłoni.
W pewnym momencie nie zauważyłam, że chodnik ma dwa poziomy i... Wyłożyłam się jak długa. Całe szczęście, że poleciałam na ozdobne krzewy, bo gdybym uderzyła głową o krawędź chodnika, nie byłoby to śmieszne. W zasadzie wszystko odbyło się tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować. Miałam wrażenie, że lecąc, tracę na chwilę przytomność i dopiero po chwili słyszałam głuchy krzyk męża i naszych znajomych. Pewnie dla postronnych osób, wyglądało to zabawnie: Kobieta sobie idzie i jest i nagle myk - kobiety nie ma... Leży na krzakach...
Dostałam burę od M., a po chwili wszyscy się śmialiśmy. Właściwie nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Zadrapania na całej ręce bolały, noga i jedno biodro, ale dzielnie postanowiłam iść dalej.
Na szczęście niczego nie złamałam i nie rozbiłam sobie głowy, a naprawdę niewiele brakowało...
M. zapytał mnie, czy aby nie planuję spędzić tygodnia w luksusowym szpitalu w Dubaju...
Potem panowie żartowali sobie ze mnie, że Kamil Stoch i Dawid Kubacki mają na noc, jeśli chodzi o ich skoki, bo ja to mam dopiero przyspieszenie na starcie. Pobiłabym rekord na zawodach.
Oprócz tego nasi panowie widzieli, jak wcześniej pracownicy przycinali misternie owe krzaki, a ja swoim upadkiem zrobiłam niezłą wyrwę. P. stwierdził, że na pewno mnie kamery uliczne zarejestrowały i następnego dnia będę bohaterką porannych wiadomości w Dubaju. Temat dnia: Jak to polska turystka dewastuje ozdobne krzaczki. Bolały nas brzuchy ze śmiechu... :D

Potulna i grzeczna trzymałam się blisko męża.




Doszliśmy wreszcie do plaży cali i zdrowi. No może nie do końca wszyscy :)
Zadrapań na zdjęciu nie widać... Jednak musiałam na chwilę odpocząć:



Mój rycerz :D





I tak zakończył się nasz drugi  spacer w Dubaju. Do hotelu wróciliśmy taksówką, za jedyne 10 zł.

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających.

BARDZO DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE I WYRAZY ZROZUMIENIA I EMPATII POD WCZEŚNIEJSZYM POSTEM.

Już dzisiaj życzę miłego nadchodzącego weekendu.
Na blogu będę w sobotę.

Zdjęcia pochodzą ze stycznia 2020 roku.