sobota, 17 października 2015

Trochę lata tej jesieni i dziwna sytuacja sklepowo - zakupowa.

Witajcie!

Za oknem chłodno, a ja wbrew aurze i nastrojowi serwuję Wam zdjęcia z końca lata i początku jesieni.
Przy okazji chciałam podzielić się pewną refleksją na temat zakupów. No może wyraz refleksja brzmi tutaj zbyt poważnie, po prostu opowiem Wam pewną sklepowo - zakupową sytuację...


A dotyczy żakietu, który mam na sobie.
Otóż pewnego pięknego letniego dnia musiałam coś załatwić w centrum mojego miasta. Czekałam aż mój M. dojedzie i weszłam do Bershki. Unikałam, jak ognia wyprzedaży, ale tego dnia jakieś wyjątkowe "puchy" były w sklepie, więc postanowiłam się trochę rozejrzeć. Nagle ten żakiet przykuł moją uwagę.


Od razu widziałam go na sobie w tym zestawieniu... Cena przystępna - 50 złotych, ciekawy wzór, fajny fason, solidnie uszyty i na dodatek w moim rozmiarze. Zdecydowałam się na zakup.


A przy kasie rozczarowanie... :(
Młoda dziewuszka poinformowała mnie, że żakiet kosztuje 150 złotych, ale na pewno nie 50...
Zapytałam, jak to możliwe, skoro jest przyklejona nowa, promocyjna cena?


I wówczas usłyszałam, że cena ta obowiązywała tylko w niedzielę, a dzisiaj, czyli we wtorek  - już nie...
Nie wiedziałam, czy parsknąć śmiechem, czy zachować marsowe oblicze, jak Owa panienka.
Odpowiedziałam, że wobec tego rezygnuję z kupna żakietu i przyjdę w niedzielę, po czym obdarzyłam sprzedawczynię uśmiechem.
W duchu trochę było mi żal, że nie kupię żakietu, bo naprawdę mi się spodobał ...
Na szczęście drugie Dziewczę, stojące obok, zwróciło się do mnie: Przepraszam panią, oczywiście może pani kupić żakiet w promocyjnej cenie.
A potem Dziewczę drugie rzuciło w pierwszą spojrzenie bazyliszkowe...
Myślę, że ta pierwsza bidusia dostała za tę sytuację burę...
Przez moment chciałam naprawdę zrezygnować z żakietu... Ostatecznie kupiłam, ale nie wiem do końca, czy dobrze zrobiłam ...
Czy kiedykolwiek byliście w podobnej sytuacji?


I w ten sposób żakiet zasilił jednak moją szafę. Przy najbliższej okazji "wystąpił' kilka razy: w wersji z białą sukienką, żółtą i pomarańczową. Cieszę się, bo idealnie pasują do niego dodatki - prezenty urodzinowe od mojej córki i zięcia: śliczny naszyjnik i torebusia.


Tego dnia było pięknie słonecznie i ciepło. Nawet przez moment zdjęłam żakiet:


Ale tylko na moment...


Grecy malują dla mnie tawerny, mury, płoty i mostki. A w moim pięknym mieście posadzono dla mnie kwiatki pod kolor i także malują mostki :)






Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę miłego weekendu.
Mój będzie pracowity: muszę przeczytać i sprawdzić 52 wypracowania i 60 testów.
Nieźle prawda? No cóż, taka praca. :)
Ale nie to jest powodem mojego kiepskiego nastroju... :(
Powoli nadrabiam zaległości na moich ulubionych blogach.
I jeszcze na koniec 1 zdjęcie, by bardziej wyeksponować prezenty urodzinowe. Bardzo przypadły mi do gustu. :)


Sukienka pomarańczowa: już wystąpiła na blogu - lokalny sklep
Żakiet: Bershka
Buty: Produkt polski
Naszyjnik: prezent urodzinowy ( z ubiegłego roku), wreszcie doczekał się "publikacji" na blogu :)
Torebka: prezent urodzinowy ( z tego roku)
Bransoletka: lokalny sklep
Zegarek: prezent od mamy


poniedziałek, 12 października 2015

Ojców, sowa i refleksje...

Witajcie!

Doba ciągle za krótka, a nawet jeszcze krótsza, ale póki co jestem...
Dzisiaj będzie nietypowy post, bo pragnę podzielić się refleksjami dotyczącymi mojej pracy zawodowej.
Pierwszy raz tak naprawdę na moim blogu.

Poznajecie to piękne miejsce? Tak, tak to nasza cudowna Jura Krakowsko - Częstochowska.


W ubiegłym tygodniu byłam na dwudniowej wycieczce z moimi wychowankami.
Spacer na łonie natury i obecność 23 uśmiechniętych buzi obok - kolejny raz wywołały u mnie falę rozważań.
Czy uwierzycie, że wielu z moich obecnych wychowanków, to dzieci moich uczniów?
I to spora grupa. Na ostatnim spotkaniu z rodzicami żartowaliśmy sobie, że od biedy można by napisać klasowkę. :)
Była miła, sympatyczna atmosfera...
I niestety świadomość, że starzeję się, że pora oddać za kilka lat pałeczkę młodym... :(

Za 2 dni Dzień Edukacji, ale czym byłby ten dzień, gdyby nie uczniowie...

I znów uświadomiłam sobie, że to co robię od wielu lat, jest nie tylko moją pracą, ale i pasją.
To takie miłe, kiedy idąc na szlaku, masz obok siebie młodych ludzi, którzy martwią się, czy ich "starsza" już przecież pani dojdzie do celu. Ale doszła i nawet zrobiła masę zdjęć.
Bo Jura jest przepiękna, szczególnie jesienią:



I któryś już raz oglądam te skały i się nimi zachwycam i mam nawet osobistego na wycieczce fotografa :)



No cóż, mój osobisty fotograf, trochę mnie "przyciął", ale wiadomo to skały są tutaj najważniejsze, nie ja... :)


No właśnie, "beze mnie" jest znacznie lepiej...


A za co między innymi lubię swój zawód:
- za uśmiech wychowanków...
- za tysiące pytań, na które nie zawsze znam odpowiedź, bo pytania dotyczą przeróżnych spraw...
- za troskę z ich strony, kiedy widzą, że mój uśmiech gaśnie a oczy są smutne...
- za wspólne chwile na dodatkowych zajęciach, kiedy przychodzą, bo chcą, a nie, że muszą...
- za wszystkie spędzone chwile...
- za popołudnia i czasem wieczory na próbach spektakli...
- za rozmowy, dyskusje także na przerwach...
- za spotkania z absolwentami...
- za dobre serca... wrażliwe dusze...


I nie ważne, że oczy są już baaardzo zmęczone od dokumentacji i poprawianych prac...
I nie ważne, że większość dnia spędzam z wychowankami niż w domu ( czasem M. trochę się złości, że za bardzo się "spalam")...
I nie ważne, że do późnych godzin wieczornych a nawet w weekendy pochylam się nad wypracowaniami, pracami konkursowymi czy testami, zamiast iść na spacer czy do kina...
I nie ważne, że czasem uczniowie trochę hałasują, przecież dopiero uczą się życia...
I nie ważne, że podczas wycieczki trzeba mieć oczy dookoła glowy...
I nie ważne, że podczas wycieczki można zapomnieć o spaniu, bo nigdy nie wiesz, jaki gimnazjaliście wpadnie do głowy pomysł... etc...etc...

I takie i inne myśli kołatały się w mojej głowie, podczas wspólnego spaceru na szlaku.
A Jura, nadal piękna i jak się nie zachwycać?


Moi uczniowie mają bystre oko:


Ich pani też:


I mój osobisty fotograf także:


Tu uwiecznił i skały, i swoją wychowawczynię:


I Grotę Łokietka bez pani...


I z panią... A sowa na bluzce, to pewnie bardziej pasuje do Gór Sowich, a tu to raczej nietoperze...
Jednak w Ojcowskim Parku Narodowym również mieszkają sowy, więc modowo - wycieczkowo chyba nie jest tak źle :)


No, to maszerujemy dalej...


Grupa była liczna - 46 osobowa, moja klasa Ia i Ib... Taka grupa w górach i na szlaku wymaga 4 opiekunów i wierzcie mi, czasem trudno wszystkich upilnować ( gimnazjaliści to żywioł!), ale trzeba, bo odpowiadamy za Ich bezpieczeństwo.


Oczywiście, nie obędzie się bez pamiątek, młodzież by nam tego nie wybaczyła...


A wszędzie jesień wszechobecna: piękna i kolorowa...



I piękne domki:


I fajne tło do sówki:


A takie oryginalne widoki także można wypatrzyć:


Wreszcie docieramy do miejsca, gdzie stoi przepiękna kaplica na wodzie:


Trochę historii...


Mój osobisty fotograf, koniecznie chciał mnie na tle kaplicy uwiecznić:


 Młodzież zachwycała się również Zamkiem na Pieskowej Skale, gdzie kręcono między innymi "Janosika".


Niestety zamek jest nadal w remoncie...


Oczywiście nie ma wycieczki do Ojcowa bez Maczugi Herkulesa:


A również bez foty grupowej pod nią:


Druga pani, którą widzicie na zdjęciu, to nasza była pani dyrektor gimnazjum, która mimo, że jest już na emeryturze, chętnie jeździ z nami na wycieczki. Może ja za kilka lat, jeśli zdrowie pozwoli, też tak będę... :)

Z okazji zbliżającego się Święta DEN życzę sobie, byście drodzy uczniowie, chociaż w części pamiętali wartości, które oprócz wiedzy, pragnę Wam przekazać oraz z uśmiechem wspominali mnie po latach.
Wszystkiego dobrego dla Was, wyrośnijcie na dobrych i mądrych ludzi. :)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających i życzę miłego tygodnia.

Obok mnie w niebieskiej kurteczce siedzi mój osobisty wycieczkowy fotograf, któremu dziękuję za liczne zdjęcia.

A wycieczkowy zestaw:
Spodnie: lokalny sklep
Bluzeczka z sową, kurtka: Bon Prix
Sweterek: Camaieu
Apaszka: lokalny sklep
Buty: CCC


piątek, 2 października 2015

Żaglówki i mewy tu i tam... Grecja po raz kolejny... (kontynent)

Witajcie!

Gdyby nie to, że post był już przygotowany częściowo wcześniej, nie wiem, kiedy dałabym radę cokolwiek nowego opublikować. Doba kurczy mi się z dnia na dzień jeszcze bardziej :(
Nowych zdjęć totalnie brak i zresztą ochoty na nie także brak.
Na szczęście jest mnóstwo wspomnień. I jeśli Was to nie nudzi, to będę od czasu do czasu je serwować.


A dzisiaj znów moja ulubiona Grecja. :)
Kiedy pakowałam do walizki tę sukienkę, miałam nadzieję, że znajdzie się dla niej odpowiednie tło.
Podczas spaceru wypatrzyłam przystań, pomalowany mur w żaglówki i mewy oraz kolorowe elementy.
M. już wiedział, co go czeka,. Wróciliśmy do hotelu, zmieniłam szybciutko odzienie...
No i wiadomo, musiałam uwiecznić to miejsce, które idealnie harmonizowało ze wzorem na sukience.
Zresztą oceńcie sami :)
Mam nadzieję, że Królowej tła - Sivce, to miejsce też przypadłoby do gustu... Zresztą Jej ostatni post był dla mnie inspiracją, by pokazać te zdjęcia.
Zapraszam na spacer wśród żaglówek i mew:









A mój osobisty fotograf przez moment poczuł się właścicielem jachtu...


Pomarzyć można. To nic nie kosztuje...


No to wróćmy do rzeczywistości...









I znów Grecy podobnie, jak na Zakynthos - tawernę, pomalowali dla mnie, tym razem mur... :)
Miłe to, prawda?


Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Życzę miłego weekendu.

Zdjęcia pochodzą z sierpnia tego roku.


Sukienka: Quiosque
Torba: Avon
Apaszka: lokalny sklep
Klapki: CCC
Bransoletka: pamiątka z wcześniejszej podróży po Grecji