Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korfu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korfu. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2020

Marzenie o Grecji...

W zasadzie mogłabym polecieć albo pojechać wszędzie...
Nie tylko do Grecji.
A jednak...
Bardzo chciałabym z M. znowu smakować greckie klimaty.

Zdjęcia, które dzisiaj publikuję, czekały sobie dosyć długo w poczekalni.
Pochodzą z września 2013 roku. Czyli prawie 7 lat temu.


Opowiem Wam szybko, jaka nas wtedy spotkała przygoda.
Autokar wiózł całą grupę na lotnisko. Około 16.00 był planowany lot z Korfu do Katowic.
Byliśmy już po odprawie, ale niestety lot się opóźniał. Minęły 2 godziny i nic... Zero informacji.
W końcu nasz nr lotu w ogóle zniknął z tablicy. To było dziwne.
Byliśmy głodni, dzieciaczki płakały. Część grupy żartowała, a część była zdenerwowana.
 Panowie zaczęli działać. M. z J. poszli na zwiady. Wydzwaniali cały czas do rezydentki.
Wreszcie po kilku godzinach  pierwsza informacja. Samolot, który miał po nas przylecieć, miał uszkodzone skrzydło, więc czekaliśmy na inny.
Powoli zbliżała się noc. Dostaliśmy "obiad w pudełku". Ale nadal nie było wiadomo, o której wylecimy do Polski.
Nawet rezydentka nie umiała się niczego dowiedzieć. Spora grupa osób była już mocno zdenerwowana, ponieważ następnego dnia czekała na nich praca.
Dochodziła już prawie północ. Nadal zero informacji.
Około 1.00 w nocy zapadła decyzja, że zawiozą nas do różnych hoteli, a następnego dnia autokar ponownie przywiezie nas na lotnisko.
Czekaliśmy na końcu kolejki. Wiadomo, że najpierw ustawiały się małżeństwa z dziećmi.
Odjechaliśmy 8 osób jako ostatnia grupka ... Byliśmy już senni i zmęczeni.
W autokarze mnie mdliło, na wyspie jest sporo serpentyn. Jechaliśmy przeszło godzinę.
Inni pewnie już spali w hotelach, a nasza droga nie miała końca.
Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Nie interesowało nas to, w którym hotelu będziemy.
Spać, spać - to było nasze marzenie na ten moment.
Przed hotelem czekał na nas elegancki mężczyzna. Grzecznie nas przywitał. Zabrał walizki i zaprowadził nas na miejsce.
Była już  prawie 3.00 nad ranem.
Weszliśmy do pokoju... I otwarliśmy buzie ze zdziwienia. To nie były tradycyjne pokoje hotelowe, ale apartamenty, w którym można się było zgubić.
Nie mamy żadnych zdjęć, byliśmy za bardzo zmęczeni, chcieliśmy się w końcu położyć, zaś rano po śniadaniu mieliśmy opuścić pokój.
To co pamiętamy: były tam chyba trzy sypialnie, szczerze, nie rozumiem po co? Łóżko tak wysokie, że M. musiał mnie na niego wciągnąć. Trzy łazienki wielkości naszego największego w mieszkaniu pokoju. Kiedy wyszłam spod prysznica, wystraszyłam się, że nie znajdę M. :D
Oczywiście mega wyposażenie. Lodówka z napojami, sokami, owoce na paterze. Na całą ścianę telewizor... I inne cuda, cudawianki.
Nie mieliśmy jednak siły, by oglądać wszystko dokładnie.
Rano, M. obudził mnie i powiedział, że pójdzie poszukać stołówki.
I prawie się zgubił. Bo ten hotel to było jak małe miasteczko. Na każdym poziomie stołówka wielkości bardzo dużego mieszkania.
Pojechaliśmy windą na śniadanie. Starałam się zapamiętać jakieś szczegóły, by później wrócić po nasze rzeczy.
Przed śniadaniem, M. powiedział:
"To jest hotel chyba dla jakiś vipów..."
Szybko odziałam się w sukienkę, M. też zmienił krótkie spodenki na długie spodnie.
Kelner cały czas "skakał" przy naszym stoliku, dolewał kawę, herbatę, pytał, czy coś nam przynieść, czy wszystko OKI...
Trochę to było krępujące, wolelibyśmy bez Jego obecności spokojnie zjeść śniadanie.
Po śniadaniu mieliśmy jeszcze zapas dwóch godzin do opuszczenia apartamentu.
Postanowiliśmy trochę się rozejrzeć. Goście hotelowi: Rosjanie i Niemcy.
My Polacy - tylko grupka przywieziona na jeden nocleg.
Hotel był ogromnych rozmiarów, wyciaciany, elegancki, z drogimi sklepami.
Wcześniej tydzień spędziliśmy w bardzo przyzwoitym hotelu i raczej nie pociągają nas takie molochy.
Pooglądać jednak można. M. miał wyjątkową wenę, by zrobić rekonesans i uwiecznić mnie na zdjęciach.
Oczywiście na zdjęciach tylko małe fragmenty hotelu.

Zapraszam zatem na fotorelację.











































W południe opuściliśmy hotel. Tym razem na lotnisku nie było już żadnych niespodzianek.
P powrocie dowiedzieliśmy od naszej pani M., że przybywaliśmy te parę godzin w jednym z najdroższych hoteli na Korfu.
W życiu nie byłoby nas stać na tak drogi apartament.
I wcale nie o takich wakacjach marzę : )
Ale, te kilka godzin, czemu nie ? I kto bidokowi zabroni? :D



Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Jeszcze raz dziękuję za wsparcie i empatię.
Jutro o 7.00 rano przyjęcie do kliniki.
Proszę, trzymajcie mocno kciuki.

Wasza Barbarossa

Zestaw:
Sukienko - tunika: Moda Polska
Biżuteria: Rossmann oraz Avon
Klapki: lokalny sklep

piątek, 23 lutego 2018

Śladami Sissi - Korfu po raz drugi.

Podczas naszego pobytu w 2013 roku na Korfu, zaplanowaliśmy wizytę w pałacu Achillion.


Była to letnia rezydencja słynnej cesarzowej Elżbiety, żony Franciszka Józefa, zwanej Sissi.
Ta niezwykła kobieta od lat wzbudza zainteresowanie i liczne kontrowersje.
Nie przybliżę Wam w tym poście sylwetki Sissi, bo cokolwiek bym napisała, to będzie to tylko namiastka przepięknego postu Marii z 11stycznia 2018 roku (blog Miłe rzeczy). Zapraszam na tę wspaniałą relację.
Mario, mam nadzieję, że mój skromny post zachęci Cię do zobaczenia na własne oczy tego miejsca.

Kiedy dotarliśmy z M. do rezydencji cesarzowej, trochę przeraziły nas tłumy, a było już po sezonie...
To dowód popularności Achillionu oraz pięknej cesarzowej Sissi.
Krótko o tym miejscu:
Pałac został wzniesiony w stylu klasycystycznym, ale czytamy w opracowaniach,  że to raczej neoklasycyzm. Wokół pałacu znajduje się wspaniały ogród. Na kilku tarasach rozmieszczono liczne rzeźby - kopie antycznych greckich. Zgodnie z nazwą pałacu, zarówno rzeźby, płaskorzeźby czy obrazy nawiązują do słynnych bohaterów spod Troi.

Przepraszam, za taki krótki opis, ale ograniczam pracę na komputerze, na ile to możliwe, ze względu na pogarszający się wzrok... Już samo przygotowanie zdjęć, to dla mnie ostatnio problem. Myślę, że zainteresowani tym miejscem i tematem, znajdą odpowiednie informacje u wujka Google :)

A ja zapraszam na wirtualną wycieczkę:














Kiedy dzisiaj patrzę na zdjęcia, żałuję, że nie zrobiliśmy więcej ujęć wnętrz...
Zapraszam na komnaty:













Opuszczamy pałac i udajemy się do dalszej części ogrodu:







Ulubiona rzeźba Sissi - Umierający Achilles:



Po tragicznej śmierci cesarzowej, przez 10 lat obiekt był opuszczony. Dopiero w 1907 roku nabył go cesarz Wilhelm II. Nowy właściciel pragnął nawiązać do achillesowskiej tradycji i kazał umieścić w ogrodzie pomnik - Achillesa Zwycięskiego:




A to już mój M. a nie Achilles...


I piękne widoki z kolejnego tarasu:




Droga Mario dzisiaj Tobie dedykuję ten post. Myślę, że Twoje marzenie związane z Korfu się spełni. :)


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających.
Życzę miłego i spokojnego weekendu i zapraszam na kolejne wspomnienia podróżnicze.

Zdjęcia pochodzą z września 2013 roku.