niedziela, 27 października 2019

Znaki zapytania...

    Deszcz spływa po szybach. Wycieraczki nerwowo próbują prześcignąć spływające krople.
    Samochód nagle skręca, szpaler drzew. Ciemno... Jakoś tak strasznie.
    - Czy my na pewno dobrze jedziemy? Przecież jesteśmy w lesie?
    - To nie jest las, to park wokół szpitala. Kiedyś było tutaj sanatorium.
   W milczeniu dojeżdżamy do celu. Nagle wyłania się olbrzymi budynek. Przytłacza swoją starością.
   Wielkie okna i niebotycznie wielkie drzwi patrzą nieprzyjaźnie.
   - Ale nie zostanę tutaj? Pójdziemy tylko na konsultacje?
   - Zobaczymy, jak będzie....
   M. z trudem otwiera ciężkie i wysokie drzwi. Ogarnia nas głucha cisza. Ściskam pod pachą teczkę z wynikami. Nagle jakaś pacjentka wyrasta jakby z podłogi.
  - Szukacie Izby przyjęć? Gabinetu lekarza? Musicie iść na pierwsze piętro.
  Czy Ona czytała w naszych myślach?

                                                    ******************
  Wchodzimy do gabinetu. Lekarz w skupieniu przegląda moje dokumenty, wyniki badań.
   Momentami kiwa głową.
   Skubię nerwowo rękaw sukienki...
   Lekarz podnosi wzrok, spogląda na mnie.
   - Musi pani położyć się na oddziale...
   W głowie czuję szum moich myśli. Jak automat odpowiadam na pytania.
   Wreszcie zdobywam się na odwagę.
   - Panie doktorze, naprawdę muszę? To będzie już trzeci mój pobyt w tym roku w szpitalu, a w               sumie chyba już chyba dwudziesty ... Może pan myśleć o mnie, że jestem dziwna, ale chciałabym wrócić do pracy, do obowiązków, do normalnego życia.
 - Musimy panią dokładnie zdiagnozować, nie ma innej drogi. Czeka panią kilka badań i zabiegów.
    Inaczej się na da...
   Czuję, że za chwilę się rozpłaczę jak małe dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę.
  Słucham lekarza i już nie mam siły, by się buntować.
 
                                                      *******************


  Walizka spakowana. Wstaje piękny słoneczny dzień.
  Rano park i szpital wyglądają inaczej. Kolorowe kaskady liści otulają budynek. Ale nadal to miejsce budzi respekt.
  Na korytarzu tłum ludzi. Na co drugiej twarzy maluje się strach.
  Nikt nikogo o nic nie pyta. Każdy czeka na swoją kolej. Trochę to trwa.
  Wreszcie słyszę swoje nazwisko. Ankiety, pytania, pytania i ankiety.
  Opaska na rękę i przydział sali.
  - Dzień dobry...
   Nieśmiało wchodzę do pokoju.
  - Może pani wybrać sobie łóżko.
  - Dziękuję, może to, pod oknem...
  A tak naprawdę, jakie to ma znaczenie...
  - Proszę się przebrać. Będziemy za chwilę wołać panią na pierwsze badania i  zabiegi.
  Pani N. śpi niespokojnie, widać, że cierpi. Cichutko otwieram walizkę.
  Jeszcze nic nie wiem, niczego nie rozumiem. Czuję jednak wiszący w powietrzu lęk przeplatany niepewnością.


                                                       *********************

   Mija kilka dni. Wszystkie cztery łóżka już mają swoją właścicielkę. Każda ze swoim garbem trosk na plecach.
   Na każdy wynik czekamy jak na wyrok.
   Każdy dzień przynosi coś innego. Ale wspieramy się nawzajem... A najbardziej Ninkę.
   Serce ściska mi się z bólu, kiedy widzę cierpienie Niny. Mogę podać Jej picie, jedzenie, zawołać         pielęgniarkę, nawet próbować rozweselić, ale to wszystko za mało... O wiele za mało.
   My wiemy, Ona nie... To początek końca...
   A za oknem przepiękna, złota jesień. Otwieram balkon każdego dnia i łapię jak ryba powietrze ciepły powiew życia.



                                                        *********************

   Najgorsze są wieczory i noce.
   Wieczory po intensywnym dniu ciągną się jak guma do żucia.
   Noce bezsenne dyszą niezdrowym oddechem.
   I te pytania, które bombardują umysł.
   - Dlaczego ludzie tak cierpią?
   - Dlaczego godziny tak wolno płyną?
   - Co przyniesie jutro?

   Przewracam się z jednego boku na drugi. Na lewym dusi serducho, na prawym uciskają plastry po        punkcjach. Ninka znowu jęczy...
 - Pani Nino, podać coś pani? Może zadzwonię lub pójdę po pielęgniarkę?
 - Nie, dziękuję, może tylko wodę. Dlaczego tak strasznie boli?
 - Musi pani więcej jeść. Tyle tabletek, lekarstw. Pewnie dlatego boli...
 - Dobrze. Będę od jutra jeść więcej.
Ale wiem, że jutro znowu zje jak wróbelek. I będzie nadal czuła ból...
Sprawdzam czas. Druga w nocy...
Wychodzę na korytarz. Półmrok, jęki wydobywające się z pokoi rozsadzają głowę.
Szpital śpi niezdrowym snem.
Wracam do łóżka.

                                             *****************************
Po tygodniu jesteśmy jak jedna wielka Rodzina...
Nie mamy tajemnic... Nasze troski, niepokoje mieszają się w jednym szpitalnym tyglu.

- Jak się pan dzisiaj czuje? ( pytam pana, który zmaga się z poważnym schorzeniem)

- Pani Basiu, żona zaczęła jeść! ( Mąż jednej pani uśmiecha się do mnie przez łzy)

- Może coś pomóc? ( Jestem na sali "najsilniejsza", więc czuwam, by pomóc Nince i innym)

Mijamy się wszyscy po sto razy na długim wąskim korytarzu, w salach zabiegowych, etc...

Trzymamy się razem.
Po tygodniu widzę, że Ninka się śmieje, perlistym zdrowym śmiechem.

- Pani  Basiu, niech pani dalej opowiada. Jest tak wesoło...

Opowiadam i pani Irenka też opowiada, a kiedy Ninka nie widzi, ocieramy ukradkiem łzy...

                          ****************************************

Mija kolejny tydzień...
Pani Ninka jedzie do domu. Na razie koniec leczenia. Trzecia chemia  może Ją zabić.
Trzymam Ją za rękę.
- Wszystkiego dobrego. Musi pani się wzmocnić, żeby dalej się leczyć. Pamięta pani?
- Pamiętam. Dziękuję za wszystko... Będzie dobrze...

Nie potrafię wydusić z siebie żadnego słowa.
Patrzę za Nią. Ratownicy wynoszą Ninkę na noszach. Wybucham płaczem. Uciekam na balkon. To mnie przerasta. Widzę moją kochaną Anię... Wracają wspomnienia.
Zresztą nie muszą wracać, są ze mną cały czas.
A jesień nie odpuszcza, jest nadal słoneczna, kolorowa i piękna.






                                              ******************************

Jestem w domu.
Za kilka dni badania w kolejnej klinice...
Już nie zadaję pytań. Czekam...
 
                                            *******************************

Dziękuję za wszystkie komentarze pełne ciepła i empatii  pod ostatnim postem.
Za każdy przejaw troski.
Ciągle nie potrafię  jeszcze dojść do siebie.
Proszę Was o cierpliwość...

Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.

sobota, 12 października 2019

W drodze do Fiscardo. Kefalonia po raz czwarty.

Dzisiejszy post to moja ucieczka od:
- smutnych myśli
- złego samopoczucia
- niepewności i lęku
- etc, etc...

Za oknem cudowna złota jesień, którą... No właśnie, którą mogę podziwiać tylko przez okno.:(
Zero kontaktu ze światem zewnętrznym...
A w poniedziałek kolejny pobyt w szpitalu...
Wiem, nie powinnam narzekać. Tyle osób choruje, cierpi...
Moja kochana Ania tyle wycierpiała... I była taka dzielna...
Po Jej odejściu wszystko się zmieniło...
 Jestem tym, co mnie spotyka fizycznie a bardziej chyba psychicznie zmęczona.
 Od dwóch przeszło lat mój organizm pada na wszystkich frontach. Ciągłe pobyty w różnych szpitalach, zabiegi, operacje, badania ( 4 - 5  razy w roku...) niekończące się wizyty w przychodniach u specjalistów...

Dziękuję za wszystkie rady i porady. Doceniam Waszą empatię i troskę.
Tylko tu nie pomoże ani czosnek, ani herbatka z miodem. Niestety...
Wszystko jest bardziej skomplikowane...
Ale dość narzekania...

Miał być jesienny post, ale to jedyne opisane  z naszych podróży, na ten moment zdjęcia, które czekały w poczekalni.

*******************************************************************************

W drodze do Fiscardo,  z południa na północ wyspy,  widoki zapierały dech. Co kilka minut M. zatrzymywał samochód, jeśli to oczywiście było możliwe, by podziwiać uroki Kefalonii.
Tak jak pisałam już wcześniej, praktycznie przez całą trasę trzeba zmierzyć się z serpentynami i różnymi niespodziankami, jak na przykład nagle pojawiające się kozy, które w sekundzie zbiegają ze zbocza i pojawiają się na drodze.
Podróżowaliśmy w swoim tempie. Kiedy mieliśmy ochotę, zatrzymywaliśmy się w przydrożnych tawernach, by na chwilę odpocząć od upału. M. także musiał się regenerować, bo trasa nie była łatwa. Jednak widoki rekompensowały wszelkie trudy.:)

Zapraszam na kolejną grecką fotorelację:


Wiem, że jest tyle cudownych miejsc w Europie i poza nią, jednak dla mnie Grecja jest miejscem, w którym czuję się jak w drugim domu...




















W takich tawernach nie odmówię sobie kilku fotek :)












Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Dziękuję ślicznie za wcześniejsze komentarze.

Jeśli zdążę i dam radę, odwiedzę moje ulubione blogi przed pójściem do szpitala.

Trzymajcie kciuki...
Życzę Wam pięknego, jesiennego weekendu .

poniedziałek, 7 października 2019

PLISOWANKI / PLEATS Phenomenal Challenge 72

Bardzo dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. :)

Już drugi tydzień trzyma mnie wstrętne grypsko i właściwie dzisiejsze trzy zdjęcia, to złapanie w obiektywie zestawu po powrocie z  przychodni. Obok znajduje się piękny park, ale na "sesję" na zewnątrz z moim samopoczuciem nie było mowy, dlatego znowu domówki.
 Na pewno jakość zdjęć byłaby o niebo lepsza w jesiennym, kolorowym klimacie, który podziwiałam tylko zza szyb samochodu.
 Niestety :(
Drugi antybiotyk, 34 stopnie, totalne osłabienie i okropny kaszel...
 Za dwa dni prześwietlenie płuc inne badania i znowu później do kontroli...
Niedoleczona grypa wróciła ze zdwojoną siłą...

I właściwie miało mnie dzisiaj tutaj nie być, ale chciałam pokazać Wam szczególnie dwa elementy zestawu.
Pierwszy to plisowana spódnica, która ma swoją historię ( nie jest wyeksponowana na zdjęciach w całości, może kiedyś... Fotograf też jeszcze trochę chory). Jeżeli poczuję się jutro lepiej, może fotograf "dopstryka" kilka zdjęć, by pokazać plisowankę w całej krasie.
 Spódnicę dostałam w prezencie od mojej Mamy, jakieś 20 lat temu.
Ale plisowanka ta liczy sobie co najmniej 30 lat. Pamiętam, jak Mama ją jeszcze zakładała do pracy.
Bardzo podobał mi się jej kolor. Na monitorze jest trochę przekłamany, w oryginale bardziej wpada w bordo.
A wisiorek to z kolei prezent od mojej Ani. Pamiętam, jak mi go podarowała na którąś gwiazdkę i pamiętam także Jej słowa: "Mamo, wiem, że lubisz takie szklane błyskotki. Mam nadzieję, że naszyjnik Ci się spodoba. Kiedyś zaprowadzę Cię w Bielsku do sklepu, gdzie dostaniesz oczopląsu od znajdujących się tam świecidełek".
I faktycznie byłyśmy później ze dwa, może trzy razy w tym sklepie razem...
I razem kupowałyśmy różne błyskotki...

Mimo że fatalnie się czuję, miałam potrzebę, by pokazać Wam mój zestaw z plisowanką nie ze względu na modę i trendy, ale ze względu na owe wspomnienia.
Bo zarówno spódnica jak i naszyjnik są bliskie mojemu sercu, bo pochodzą od ukochanych osób...



Osób, które na zawsze będą w moim sercu i wspomnieniach.





Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Życzę Wam wszystkiego dobrego, szczególnie zdrowia.

poniedziałek, 30 września 2019

Pasek w talii / BELTS PHENOMENAL US CHALLENGE 70

W związku z tematem wyzwania, przypomniała mi się pewna sytuacja.

Kiedy byłam w III klasie liceum,  moja Babcia kupiła mi przepiękny długi, zielony płaszcz z flauszu.
Miałam wtedy jeszcze blond włosy :) i ta zieleń nawet mi pasowała. Płaszcz uwielbiałam, ale trochę na mnie "wisiał", bo ważyłam zaledwie 40 kilo, no i zawsze byłam niska... Pewnego dnia pożyczyłam sobie od Taty czarny pasek z dużą klamrą ( z jakieś kurtki czy płaszcza, już nie pamiętam). Płaszcz z paskiem w talii od razu lepiej leżał. :). Do tego często jako dodatek pożyczałam także od taty czarną dużą aktówkę :) a od babci czarną chustę z frędzlami.:)
 I tak powstał super zestaw, w tamtych czasach szczyt elegancji i trochę awangardy.:)

Do końca studiów śmigałam w tym płaszczu, zmieniając paski i inne dodatki. Pamiętam, że nawet opasywałam się paskiem w czerwonym kolorze pod kolor wzoru na chuście.:)

A dzisiaj znowu zdjęcia - domówki.
Nie wiem, jak u Was, ale w moim mieście i owszem było słonecznie, ale głowę chciało urwać.
W dodatku tym razem M. przeziębiony...
Parę więc domówek i parę zdjęć moich jesiennych aspiracji.
Zapraszam:















Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających i życzę miłego oraz spokojnego tygodnia.

Zbiorówka:


Dziękuję Krysiu. :)

Kochani, powaliła mnie grypa. Jak poczuję się lepiej, wrócę do blogosfery.