poniedziałek, 18 lutego 2019

PHENOMENAL US - CHALLENGE41 Szalejące rękawy/ Crazy sieeves


Czasem zastanawiam się, czy moje kiedyś przygotowanie się do wyzwania będzie wcześniej, z wyprzedzeniem, tak na czas...
M. kichający i cierpiący po usunięciu zęba, ja też trochę przeziębiona, dlatego znów kilka zdjęć w domu.
Oczywiście mogę nie brać udziału w wyzwaniu, nikt mnie przecież nie zmusza, ale to taka sympatyczna odskocznia od...
Tym bardziej, że kilka ubrań z szalejącymi rękawami znajduje się w szafie...
Jedne już były na blogu, inne kiedyś tam pewnie będą.
Wiem, że trendy są znów bufki, przymarszczane rękawy, ale także te szerokie, ja nazywam je "hiszpańskie".
Wszystkie oczywiście modne obecnie rękawy już kiedyś były...
Szczerze mówiąc, nie wiem czy takie szerokie rękawy są dobre dla mojej sylwetki, ale bardzo je lubię, mimo że nie zawsze są wygodne ( plączą się czasem) :).
Dzisiaj dzianinowa czarna sukienka z plisowanymi rękawami z elementami bieli. Miała już swoje wyjścia do teatru, na kolację ze znajomymi etc.
Nie jestem mistrzynią w pozowaniu, ale chciałam w miarę jak najlepiej wyeksponować owe szalejące rękawy.














Pozdrawiam wszystkich odwiedzających, szczególnie Grupę Fenomenalną.
Życzę spokojnego, dobrego tygodnia.

Sukienka: Bon prix
Naszyjnik: Mohito
Pierścionek, torebka: Avon
Bransoletka: prezent

czwartek, 14 lutego 2019

Historia jednego kożuszka...

Ta historia nie dotyczy kożuszka, który oglądacie na zdjęciach... :)
To historia, więc kilkanaście lat już minęło...
Dla jednych może wydawać się banalna, dla mnie to miłe, rodzinne wspomnienie.
Ale do rzeczy.


Kiedy kończyłam liceum, mój tata był dumny ze mnie, że myślę o dalszej edukacji.  Zapytał mnie, czy mam jakieś marzenie.
Odpowiedziałam, że wiele, ale to nieważne, bo część z nich jest nierealna do spełnienia.
Tata mój często wyjeżdżał służbowo do górskich miejscowości: Stary Sącz, Nowy Sącz, Muszyna,
Nowy Targ i wiele innych.
Tam  na targowiskach widywał przeróżne, tradycyjne góralskie kożuszki. Postanowił więc, że zamówi takowe odzienie specjalnie szyte dla mnie na miarę. Jak postanowił, tak zrobił.
Nie uwierzycie pewnie, ale po odbiór jechałam autobusem PKS -em, a potem pociągiem z trzema przesiadkami.
Ja wiem, że teraz młode dziewczyny podróżują czasem nawet na drugi koniec świata, ale dzisiaj sama nie pojmuję, jak wtedy sama, no nie do końca sama ( jechał ze mną kolega) wybraliśmy się w taką podróż.
Miałam tylko kartkę z adresem, pieniądze i nie mieliśmy przecież żadnego telefonu...
Czyli kontakt z rodzicami - zerowy, ewentualnie budka telefoniczna, której szczerze mówiąc, nigdzie nie widziałam... Do końca też nie było wiadomo czy jakikolwiek kożuszek będzie na mnie czekał.
Nie mieliśmy żadnej gwarancji...
Obaj byliśmy mimo wszystko jeszcze "smarkaci" i traktowaliśmy ten wyjazd jak przygodę.
Czy to był brak odpowiedzialności ze strony rodziców ? Lub wręcz przeciwnie? Wierzyli nam i ufali, że sobie poradzimy... Nie chcę tego oceniać po latach, nawet nie potrafię.
Wróciliśmy cali i zdrowi. Kożuszek był śliczny ( wtedy jeszcze nie zwracałam na to uwagi, że jest prawdziwy). Dla mnie to był przede wszystkim prezent od taty.
Ot, taka sobie historia, która przypomina mi się często, kiedy odziewam się w kożuszek.
A kożuszki lubię do teraz ( tylko tym razem wyłącznie sztuczne).

Ten, który dzisiaj widzicie, jest oczywiście sztuczny. Nigdzie nie musiałam po niego jechać. Zamówiony ze sklepu internetowego, przybył do mnie za pomocą kuriera ( już 3 lata temu).
I taka banalna być może konkluzja na koniec:
Czasy się zmieniają, a kożuszki ciągle modne...











Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Takiej zimy nie ma już w moim mieście. Zdjęcia -  przeszło 1,5 tygodnia temu.


Dzisiaj Walentynki. Nie obchodzimy z M. jakoś szczególnie tego święta, ale życzliwości dla Was Kochani, którzy tu zaglądacie  - nigdy dosyć:






Kożuszek ( sztuczny): Bon Prix
Sukienka z dzianiny: Bon Prix
Czapka: sh ( też ze sztucznego futerka)
Rękawiczki: Caro
Torebka: Hurtownia torebek włoskich

poniedziałek, 11 lutego 2019

Zachwycający Krasiczyn.

W piękny, słoneczny sierpniowy dzień na trakcie Przemyśl - Sanok, w pobliżu przeprawy przez rzekę San mieliśmy okazję podziwiać i zwiedzić zamek w Krasiczynie.


Zamek ten zaliczany jest do najpiękniejszych pomników polskiego renesansu. Stanisław Krasicki - kasztelan przemyski ( potomek przybyłej tu w XVI wieku mazowieckiej szlachty zagrodowej herbu Rogala) rozpoczął budowę zamku pod koniec XVI wieku. Syn Stanisława - Marcin Krasicki, którego uznawano za jednego z najwybitniejszych wówczas mecenasów sztuki, postanowił przekształcić surowy zamek obronny we wspaniałą wielkopańską rezydencję.
Pomimo licznych pożarów zamek zachował prawie niezmienioną sylwetkę, jaką nadano mu na początku XVII wieku. Został wybudowany w formie czworoboku, zorientowany ścianami według stron świata.
Nie ukrywam, że bardzo zaciekawiły nas i zachwyciły stojące w narożach cztery cylindryczne baszty: Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka ( Rycerska).





Dziedziniec zamku w kształcie prostokąta, otaczają od północy i wschodu skrzydła mieszkalne, zaś od południa i zachodu mury kurtynowe, które są zakończone niesamowitą, ażurową attyką.
Pośrodku skrzydła znajduje się przedbramie z bramą i kwadratową Wieżą Zegarową. Kiedyś przez zwodzony, a potem kamienny most, prowadziła tu droga z istniejącego w tamtym czasie miasta do zamku.







Na uwagę zasługuje niewątpliwie jeden z najcenniejszych elementów architektonicznych zamku - mieszcząca się w Baszcie Boskiej kaplica porównywana do Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.























Nas zachwyciły także bogato rzeźbione portale, loggie, arkady i przede wszystkim tzw. sgraffiti, których całkowitą powierzchnię oblicza się na około 7000 metrów kwadratowych.
Zamek naprawdę zachwyca, jego prace budowlane prowadzone były pod kierunkiem architektów włoskich, a prace zdobnicze oraz dekoracje wykonali artyści przemyscy. Brawo!
W zamku gościli między innymi królowie polscy: Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz oraz
August II.
Zaś po bezpotomnej śmierci Krasickich zamek a także dobra krasiczyńskie dziedziczyli: Modrzewscy, Wojakowscy, Tarłowie, Potoccy i Pińscy.W 1835 roku od ostatniego rodu zamek odkupił książę Leon Sapiecha. Ród ten był w posiadaniu Krasiczyna do 1944 roku. Przyczynili się oni znacznie do rozwoju posiadanych dóbr. Przeprowadzili renowację zamku, założyli tartak, browar, fabrykę maszyn rolniczych.
Bardzo aktywnie działali na polu rozwoju życia gospodarczego i społecznego regionu.

Nie mogliśmy wyjść z podziwu, patrząc na sgrafitti.








Mieliśmy okazję zobaczyć kilka sal. Niestety nie zobaczycie tutaj wspaniałych komnat, ponieważ na początku II wojny światowej zamek został brutalnie ograbiony przez żołnierzy sowieckich.
Pijani żołnierze nie uszanowali także nagrobków. Rozbili je, powyciągali trumny, zbezcześcili zwłoki, po czym urządzili sobie pijacką zabawę, a trumny potraktowali jako miejsce do spania...
Tego się chyba nie da skomentować...



Prawie w całości ostała się tylko sala myśliwska, ponieważ zdążono zamurować do niej wejście.






I jeszcze odtworzone 2 pomieszczenia:









Wychodzimy  z komnat. Fotki na pamiątkę musowo. Dziękujemy Wam kochani, że mogliśmy razem spędzić czas w Krasiczynie :)



I jeszcze krótki spacer wokół zamku:







Krótki odpoczynek:






Jeśli kiedykolwiek będziecie w tych stronach, koniecznie zobaczcie to "caceńko".
Bardzo zachęcamy do zwiedzenia zamku w Krasiczynie oraz parku.


Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Życzę dobrego i spokojnego tygodnia.

Zdjęcia pochodzą z sierpnia 2017 roku.

Wycieczkowo:
Sukienka: Bon prix
Sandałki: już były :), bardzo wygodne to najważniejsze.