czwartek, 18 kwietnia 2019

Wielkanocna cisza...

Korki...
Jedziemy dłużej niż zwykle.
W głowie aż huczy od myśli...
W bagażniku stroiki świąteczne i znicze.
Dla Ciebie Córeczko, na kolejne święta...
Trzecie święta bez Ciebie...
Czy ból jest mniejszy? Nie...
Tak samo łzy płyną...
Tak samo gardło ściśnięte odbiera mowę...
Zresztą, co tu mówić...
Bóg, jeśli gdzieś tam Jest,  bez względu na to co czuję i tak zmartwychwstanie...
A ja skulona siedzę cichutko w kącie i czekam na niemożliwy cud...

                                            ***********************

Lubiłaś Aniu fioletowe świąteczne ozdoby...
Popatrz na nie z góry i uśmiechnij się do nas...
Tak bardzo czekam na jakiś znak...
Tak bardzo Cię kocham i tęsknię...

                                           ***********************








Za kilka dni święta, jak przetrwać je znów bez Ciebie Aniu?
Jak osłonić zbolałe serce?
Nie wiem...



Wszystkim odwiedzających życzę Rodzinnego świątecznego czasu.



Na blogu będę dopiero w przyszłym tygodniu.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

PHENOMENAL US - CHALLENGE 46 ZŁOTE DZIECKO/ A GOLDEN CHILD

Zdążyłam... Tym razem zdążyłam, na kolejne wyzwanie.:)
Dzięki Synowi.:)
Za mną trudny dzień, jutro jeszcze trudniejszy.
Proszę, trzymajcie kciuki.:)
No to przez moment oderwałam się od otaczającego mnie wariactwa załatwiania mnóstwa ważnych spraw i poczułam się jak Złote Dziecko...


Krótko o zestawie: złociste spodnie ( ostatnio śmigałam w nich w 2011 roku, potem były za ciasne, teraz są za szerokie i za duże), żółta bluzka, złocisty szalik, złoty pasek ( też wiekowy), żółta torebka z elementami złota i ażurowe żółte mitenki ( ostatni prezent urodzinowy od mojej kochanej Ani, kiedy jeszcze była z nami i cieszyła się, że może mi je podarować...), beżowe wdzianko - na dole przetykane złocistą nitką, nie widać tego za bardzo na zdjęciach...
Taka moja wizja dzisiejszego wyzwania...
















Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających, szczególnie Grupę Fenomenalną.
Życzę Wam słonecznych dni.



Spodnie: Stabo collection
Bluzka: Metro
Sweter: Bon prix
Torebka: Mohito
Mitenki: prezent od Ani
Pasek i reszta dodatków: z czeluści pudeł...

niedziela, 7 kwietnia 2019

Fuerteventura - środkowa część wyspy - Betancuria.

Dzisiejszy post dedykuję pewnej przesympatyczej Rodzince, która kocha tę wyspę.:)

Pokazałam Wam surowy klimat wyspy, ale pisałam także, że Fuerta ma różne oblicza...
Uwielbiam tereny zielone, kwiaty, małe urokliwe miasteczka. I w dzisiejszym poście to wszystko znajdziecie. Byliśmy z M. zachwyceni tym miejscem.:)

Zapraszam Was zatem do jednego z najpiękniejszych miasteczek wyspy - Betancurii.


Już z daleka miasteczko zachwyca - białe zabudowania pięknie kontrastują z otaczającymi je cynamonowymi wzgórzami i prawie cały rok błękitnym niebem.
Kiedy pisałam, że pustkowie mnie trochę przerażało, to takie miejsca niewątpliwie bardzo  mnie zachwycały. :)
Obecnie w Betancurii mieszka (tylko) około 600 osób ( dla porównania w moim mieście mieszka przeszło 130 tysięcy). Miasteczko, na podstawie źródeł, ma za sobą lata prawdziwej świetności.
Miejscowość założył i ochrzcił swoim nazwiskiem a także ustanowił stolicą w 1405 roku - Jean de Bethencourt - konkwistador wyspy. Uważał On, że umieszczenie stolicy w głębi lądu miało ochronić ją przed atakami berberyjskich piratów. Niestety ochrona okazała się niedostateczna, ponieważ korsarze kilkakrotnie napadali na miasto.
Funkcję stolicy Betancuria pełniła do 1834 roku, następnie przeniesiono ją do Antique.













Betancuria to dosłownie trzy ulice i plac, przy którym znajduje się Iglesia de Santa Maria, odbudowana w 1691 roku, po tym, jak w 1593 pierwszą świątynię zniszczyli piraci.




















Poniżej 4 zdjęcia wnętrza kościoła  - źródło  Internet:

Jakość zdjęć nie najlepsza :( Nie wiem dlaczego, ale nasze osobiste zdjęcia z wnętrza kościoła gdzieś "wyparowały".





Będąc tutaj, myślę, że warto zwiedzić ten kościół.


Zanim dojechaliśmy do Betancurii, zatrzymywaliśmy się wcześniej w innych miejscach a także punktach widokowych. Będzie o tym mowa w kolejnych postach na temat Fuerty.

Tego dnia upał był nieludzki. Przed dalszą podróżą odpoczęliśmy w uroczej, bardzo klimatycznej  restauracji, której właścicielem był sympatyczny Czech.
I tutaj byłam w pełni usatysfakcjonowana: zieleni i kwiatów miałam pod dostatkiem.
Rzadko pokazuję wnętrza restauracji, ale myślę, że tę akurat warto pokazać, gdybyście kiedyś mieli ochotę tutaj dotrzeć:



Właściciel, kiedy usłyszał, że jesteśmy Polakami, poczęstował nas pyszną mrożoną kawą. Prawie godzinkę pogawędziliśmy sobie. My po polsku - pan po czesku. :)
Tematów było sporo, a bariera językowa nie stanowiła żadnego problemu.:)


Wnętrze restauracji było dopieszczone w każdym detalu:











Z pierwszej części restauracji przechodzimy do tonącej w zieleni i  kwiatach drugiej części:



















To są zdecydowanie moje klimaty, po długiej zimie byłam spragniona zieleni i kwiatów:)



W Betancurii spędziliśmy jeszcze trochę czasu.
Opuszczamy piękną restaurację i idziemy pospacerować jeszcze po miasteczku, ale o tym będzie już  w następnym poście.


Pozdrawiamy bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających, szczególnie ciepło pozdrawiam całą Rodzinkę K.
Fuerteventura jest także piękna... Ten post mi to uświadomił :)

Życzymy miłej niedzieli i całego tygodnia.

Zdjęcia pochodzą z lutego/marca 2014 roku.

A wycieczkowo:
Spodnie: lokalny sklep
Bluzeczka: Orsay
Łańcuszek; pamiątka od Mamy
Bransoletka: lokalny sklep