Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościoły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2020

Krapkowice odkryte i nieodkryte.

 Podczas naszych wcześniejszych wyjazdów, często mijaliśmy na trasie Krapkowice. 

Wreszcie pewnego pięknego jesiennego dnia ( 2018 roku) postanowiliśmy zobaczyć, co ciekawego znajduje się w Krapkowicach.

Zjeżdżając z autostrady, na trasie mijamy "coś" - prawie ruiny, prawie zamku.

Jednak mury i ruiny są współczesne,  nie ma co doszukiwać się tutaj dalekiej historii.

Prezentują się  jednak, moim zdaniem, ciekawie, więc stwierdziłam, że warto je uwiecznić.










Dawne czy współczesne, nieważne. Ładnie komponują się z otaczającymi je krzewami oraz drzewami.

Kolejnym miejscem, gdzie się zatrzymujemy, jest kościół Wniebowzięcia NMP.  To jeszcze nie centrum Krapkowic, a dzielnica Krapkowice - Otmęt. 

Świątynia jest zamknięta. Zza murów widoczne są jakieś ruiny. Zaintrygowało mnie to miejsce.

Po powrocie do domu doczytałam, że te ruiny to pozostałości zamku.

Niestety z zamku pozostało niewiele. Przez XVI wieczny mur ledwo można było dostrzec owe ruiny.

Prawdopodobnie zamek w Otmęcie mieli zbudować templariusze, inna wersja mówi, że tylko nim zarządzali. Według jeszcze innych źródeł, ponoć istnieją podziemne tunele, które łączą ten zamek z krapkowickim oraz studnią w Rogowie Opolskim.

A jeszcze inna wersja podaje, że twierdzę zbudował templariusz Otoman po powrocie z wojen krzyżowych.

Historia zamku oraz kościoła jest ciekawa i zarazem tajemnicza. 

Kościół powstał między innymi w tym samym czasie co zamek . Była to wówczas świątynia drewniana, którą około 1223 roku ufundowali władającą okolicą rycerze. Następnie patronat nad kościołem objęli cystersi, wtedy też ( XIV wiek) uległ przebudowie na murowany. Renesansowy kościół ponownie został przebudowany w latach 1912 - 14 i dotrwał do stycznia 1945. Niestety ucierpiał bardzo po wstąpieniu sowietów do Krapkowic .

A zamek? 

No cóż, zamku właściwie już nie ma. O tunelu templariuszy źródła milczą, chociaż ponoć dwie osoby - poszukiwacze skarbów, przeszło sto lat temu zaginęły po wejściu do podziemni ruin otmęckiego zamku.

Znane są natomiast nazwiska właścicieli tajemniczego zamku. W XV wieku należał do Strzelców - herbu Kotowicz, w XVI do Buchtów - herbu Odrowąż. To oni zmienili wizerunek budowli z warowni romańskiej na rezydencję renesansową. 

Ostatni z właścicieli - von Sponnek w zamku nie mieszkał, w 1926 roku sprzedał go. Zamek zaczął niszczeć i popadać w ruinę.

Zainteresowanych różnymi ciekawostkami odsyłam do strony: poznaj- slask.pl Krapkowice - kościół Wniebowzięcia NMP. Tam też znajdują się informacje na temat zamku.










Krapkowice są sympatycznym miasteczkiem. Pierwsze wzmianki na temat miasta pochodzą z XIII wieku.

Naszym celem było zobaczenie krapkowickiego zamku. Niestety nie było to możliwe. Mieści się tam obecnie szkoła. Może kiedyś uda nam się zobaczyć budynek z bliska. Wtedy przygotuję odrębny post na jego temat.

Póki co, zapraszam na krótki spacer do Krapkowic.








Krótka informacja na temat krapkowickiego zamku. ( Można powiększyć, klikając na zdjęcie).





Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.


Życzę Wam przede wszystkim zdrowia.

W miarę możliwości odwiedzę po kolei w przyszłym tygodniu moje ulubione blogi.

Zdjęcia pochodzą z października 2018 roku.

PS Nie wiem, jak Wy, ale mam problem z uporządkowaniem zdjęć na poście, rozmiar, odstępy, etc.

Nowa wersja blogera sprawia mi trochę problemów.


środa, 17 czerwca 2020

Bazylika mniejsza pod wezwaniem św. Antoniego. Rybnik - moje miasto.

Kiedy miałam 4 lata, moja ukochana  Ciocia (siostra Mamy), pierwszy raz zaprowadziła mnie do kościoła pod wezwaniem św. Antoniego. Wielkość świątyni zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Większego budynku wcześniej nie widziałam. Zarówno na zewnątrz jak i w środku świątynia mnie "zaczarowała". Ciocia oprowadzała mnie i opowiadała mi różne historie, których niestety dzisiaj już nie pamiętam. Zapamiętałam tylko, że jeśli coś zgubię, lub czegoś bardzo mi brakuje, czegoś bardzo pragnę, to wtedy powinnam pomodlić się do św. Antoniego.
Za każdym razem przyglądałam się tej figurce i zastanawiałam się, czy naprawdę św. Antoni słyszy, co do Niego mówię.
Można w to wierzyć lub nie, ale często prosiłam Go o pomoc.

Ciocia każdego roku zabierała mnie także na uroczystą mszę odpustową.
Byłam zauroczona kolorowymi witrażami, sklepieniem i w ogóle wszystkim.
Kiedy orkiestra górnicza grała TE DEUM, miałam gęsią skórkę. A w kościele i tak zawsze jest bardzo chłodno.


 Byłam dziwnym dzieckiem, bo po mszy wcale nie interesowały mnie tzw "budy" - stragany ze słodyczami czy różnymi zabawkami. Ciocia nie mogła wydusić ze mnie, czy coś mi się podoba.
Pochodzę z rodziny, gdzie nie było biedy, ale żyliśmy skromnie i nigdy nie prosiłam o zbędne przedmioty. Kochana Ciocia zawsze jednak coś mi tam kupiła, jakąś kolorową bransoletkę albo pierścionek lub koszyczek, czy spinki z kwiatuszkami do włosów.
Te przedmioty latami przechowywałam. Kiedy moja Córcia Ania była maleńka, to jeszcze niektóre z nich Jej służyły, mimo że miała swoje o wiele ładniejsze.
To tyle na razie wspomnień...

Świątynia po latach została podniesiona przez Jana Pawła II do rangi Bazyliki mniejszej.
A tak naprawdę jest to najwyższa świątynia na Górnym Śląsku, jej wieże mają 95 metrów wysokości. Pisała już na ten temat Avelina na swoim blogu.

Lubię małe kościółki, ale naszą rybnicką bazylikę lubimy z M. odwiedzać. Jest tutaj jakaś niesamowita aura, spokój. I nawet jeśli moja wiara nie jest już taka jak kiedyś, akurat w tej świątyni rozmawiam sobie z Bogiem po swojemu. I ze św. Antonim...

Jestem obecnie w dosyć trudnym momencie życia. Ostatnio odwiedziliśmy bazylikę w ubiegłą sobotę. Nie wiem, czy to za sprawą Wyższej Siły, jakkolwiek Ją nazwiemy, ale uzyskałam więcej wewnętrznego spokoju, który w tym momencie jest mi bardzo potrzebny.

Zapraszam  na fotorelację:



Wchodzimy do wnętrza bazyliki:




Przy bocznym wejściu do świątyni znajdują się obok krzyża tablice z najważniejszymi informacjami na temat kościoła:




Tutaj najczęściej siadałyśmy z Ciocią. Tutaj po latach "porozmawiałam" sobie z Bogiem, tak jak potrafię na ten moment.
Moją osobistą intencję przemilczę...









Figurka św Antoniego, która trochę mnie przerażała, kiedy byłam małym dzieckiem:


Główny ołtarz:



Jak dla mnie, monumentalne wnętrze świątyni. Zdjęcia w pionie, moim zdaniem, podkreślają wysokość, strzelistość i piękno bazyliki:




Ciekawe witraże, jest ich oczywiście dużo więcej:





I jeszcze inne spojrzenie na wnętrze świątyni:









M. złapał mnie w kadrze:



W tym miejscu, znajduje się księga, do której można się wpisać. Jedni opisują swoje wrażenia po zwiedzeniu bazyliki, inni wpisują swoje prośby i intencje.


Wokół świątyni zadbane obejście:.








Poniżej, główne wejście:




Wczoraj "złapałam" jeszcze dwa ujęcia bazyliki podczas jazdy samochodem ( oczywiście jako pasażer).



Tak jak pisałam w poprzednim poście, to miejsce jest mi bardzo bliskie. Szczególnie ze względu na  wizyty w bazylice z moją kochaną Ciocią. Bardzo chciałabym kiedyś przygotować post na temat Cioci. To była niezwykła osoba i wiele Jej zawdzięczam. Dziękuję Ciociu, za wszystko :)
W ubiegłą niedzielę u św. Antoniczka, tak mówimy miejscowi, był odpust parafialny.
Tyle wspomnień, bardzo dobrych wspomnień z dzieciństwa i nie tylko. Pracując w gimnazjum, kilka razy moja młodzież należąca do Koła Teatralnego prezentowała w świątyni spektakle w mojej reżyserii.
W minioną sobotę, tak jak już wspominałam wcześniej, szukałam w bazylice wewnętrznego spokoju oraz światełka w tunelu, które są mi teraz bardzo potrzebne.

Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem. Nie wiem na razie, kiedy na nie odpowiem. Przepraszam...

Cieszę się, że udało mi się przygotować ten post. :)

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę dobrego czasu.
Zdrowia kochani!!!