Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2020

Wzór porcelanowy / Porcelain prints - PHENOMENAL US - CHALLENGE 119.

 Jak zauważyliście, w wyzwaniach biorę udział w tym roku sporadycznie. Tym razem jestem mocno spóźniona i niestety znowu "odgrzewane kotlety" aż z 2013 roku. :) Jednak to dowód, że wzór porcelanowy był już na topie a teraz znowu się  pojawił w trendach. W mojej szafie od kilku lat wisi także sukienka ołówkowa w porcelanowy wzór, tylko póki co nie została jeszcze uwieczniona na zdjęciach. Podobnie jak spodnie i długa spódnica. Nie jestem niewolnicą trendów, ten wzór po prostu podoba mi się, ponieważ nie tylko kojarzy mi się z porcelaną, ale także z Grecją, za którą bardzo już tęsknię...

Zapraszam na "przypominajki":

Zdjęcia: oczywiście Grecja, przepiękna wyspa Zakynthos.



A tu przykład niebieskiego porcelanowego wzoru:

Poniższe 2 zdjęcia: stolica wyspy - Zakynthos. Była już opisana na blogu 28.11. 2013 roku.


A tu porcelanowy wzór na chuście i także Grecja:


Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.


I zbiorówka: 


PS Dziękuję ślicznie Krysiu.:)

Bardzo dziękuję za komentarze pod ostatnim postem.  

Proszę o cierpliwość, codziennie staram się dotrzeć do kilku moich ulubionych blogów.

Życzę pięknej niedzieli oraz dobrego tygodnia.:)

środa, 15 lipca 2020

Marzenie o Grecji...

W zasadzie mogłabym polecieć albo pojechać wszędzie...
Nie tylko do Grecji.
A jednak...
Bardzo chciałabym z M. znowu smakować greckie klimaty.

Zdjęcia, które dzisiaj publikuję, czekały sobie dosyć długo w poczekalni.
Pochodzą z września 2013 roku. Czyli prawie 7 lat temu.


Opowiem Wam szybko, jaka nas wtedy spotkała przygoda.
Autokar wiózł całą grupę na lotnisko. Około 16.00 był planowany lot z Korfu do Katowic.
Byliśmy już po odprawie, ale niestety lot się opóźniał. Minęły 2 godziny i nic... Zero informacji.
W końcu nasz nr lotu w ogóle zniknął z tablicy. To było dziwne.
Byliśmy głodni, dzieciaczki płakały. Część grupy żartowała, a część była zdenerwowana.
 Panowie zaczęli działać. M. z J. poszli na zwiady. Wydzwaniali cały czas do rezydentki.
Wreszcie po kilku godzinach  pierwsza informacja. Samolot, który miał po nas przylecieć, miał uszkodzone skrzydło, więc czekaliśmy na inny.
Powoli zbliżała się noc. Dostaliśmy "obiad w pudełku". Ale nadal nie było wiadomo, o której wylecimy do Polski.
Nawet rezydentka nie umiała się niczego dowiedzieć. Spora grupa osób była już mocno zdenerwowana, ponieważ następnego dnia czekała na nich praca.
Dochodziła już prawie północ. Nadal zero informacji.
Około 1.00 w nocy zapadła decyzja, że zawiozą nas do różnych hoteli, a następnego dnia autokar ponownie przywiezie nas na lotnisko.
Czekaliśmy na końcu kolejki. Wiadomo, że najpierw ustawiały się małżeństwa z dziećmi.
Odjechaliśmy 8 osób jako ostatnia grupka ... Byliśmy już senni i zmęczeni.
W autokarze mnie mdliło, na wyspie jest sporo serpentyn. Jechaliśmy przeszło godzinę.
Inni pewnie już spali w hotelach, a nasza droga nie miała końca.
Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Nie interesowało nas to, w którym hotelu będziemy.
Spać, spać - to było nasze marzenie na ten moment.
Przed hotelem czekał na nas elegancki mężczyzna. Grzecznie nas przywitał. Zabrał walizki i zaprowadził nas na miejsce.
Była już  prawie 3.00 nad ranem.
Weszliśmy do pokoju... I otwarliśmy buzie ze zdziwienia. To nie były tradycyjne pokoje hotelowe, ale apartamenty, w którym można się było zgubić.
Nie mamy żadnych zdjęć, byliśmy za bardzo zmęczeni, chcieliśmy się w końcu położyć, zaś rano po śniadaniu mieliśmy opuścić pokój.
To co pamiętamy: były tam chyba trzy sypialnie, szczerze, nie rozumiem po co? Łóżko tak wysokie, że M. musiał mnie na niego wciągnąć. Trzy łazienki wielkości naszego największego w mieszkaniu pokoju. Kiedy wyszłam spod prysznica, wystraszyłam się, że nie znajdę M. :D
Oczywiście mega wyposażenie. Lodówka z napojami, sokami, owoce na paterze. Na całą ścianę telewizor... I inne cuda, cudawianki.
Nie mieliśmy jednak siły, by oglądać wszystko dokładnie.
Rano, M. obudził mnie i powiedział, że pójdzie poszukać stołówki.
I prawie się zgubił. Bo ten hotel to było jak małe miasteczko. Na każdym poziomie stołówka wielkości bardzo dużego mieszkania.
Pojechaliśmy windą na śniadanie. Starałam się zapamiętać jakieś szczegóły, by później wrócić po nasze rzeczy.
Przed śniadaniem, M. powiedział:
"To jest hotel chyba dla jakiś vipów..."
Szybko odziałam się w sukienkę, M. też zmienił krótkie spodenki na długie spodnie.
Kelner cały czas "skakał" przy naszym stoliku, dolewał kawę, herbatę, pytał, czy coś nam przynieść, czy wszystko OKI...
Trochę to było krępujące, wolelibyśmy bez Jego obecności spokojnie zjeść śniadanie.
Po śniadaniu mieliśmy jeszcze zapas dwóch godzin do opuszczenia apartamentu.
Postanowiliśmy trochę się rozejrzeć. Goście hotelowi: Rosjanie i Niemcy.
My Polacy - tylko grupka przywieziona na jeden nocleg.
Hotel był ogromnych rozmiarów, wyciaciany, elegancki, z drogimi sklepami.
Wcześniej tydzień spędziliśmy w bardzo przyzwoitym hotelu i raczej nie pociągają nas takie molochy.
Pooglądać jednak można. M. miał wyjątkową wenę, by zrobić rekonesans i uwiecznić mnie na zdjęciach.
Oczywiście na zdjęciach tylko małe fragmenty hotelu.

Zapraszam zatem na fotorelację.











































W południe opuściliśmy hotel. Tym razem na lotnisku nie było już żadnych niespodzianek.
P powrocie dowiedzieliśmy od naszej pani M., że przybywaliśmy te parę godzin w jednym z najdroższych hoteli na Korfu.
W życiu nie byłoby nas stać na tak drogi apartament.
I wcale nie o takich wakacjach marzę : )
Ale, te kilka godzin, czemu nie ? I kto bidokowi zabroni? :D



Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Jeszcze raz dziękuję za wsparcie i empatię.
Jutro o 7.00 rano przyjęcie do kliniki.
Proszę, trzymajcie mocno kciuki.

Wasza Barbarossa

Zestaw:
Sukienko - tunika: Moda Polska
Biżuteria: Rossmann oraz Avon
Klapki: lokalny sklep