Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lanzarote. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lanzarote. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2018

Arrecife - stolica Lanzarote po raz pierwszy.

W 2016 roku w lutym wylądowaliśmy na Lanzarote.
Wtedy snułyśmy z Córką plany, że kiedyś polecimy tam razem. Niestety w maju los z Nas wszystkich sobie zakpił...
Powoli chciałabym wreszcie opisać po kolei nasze wspomnienia podróżnicze, tylko ciągle gonię czas ...

Z Wysp Kanaryjskich najbardziej spodobała nam się właśnie Lanzarote. Najzieleńsza i jak dla mnie najciekawsza.
Dzisiaj zapraszam Was do stolicy. Nie jest to końca moja bajka, ale lubię poznawać różne miejsca, nie tylko Grecję...


Kiedyś była tutaj mała wioska rybacka, zaś od 1852 Arrecife jest stolicą ( wcześniej - Tequise).
To według źródeł największe miasto na wyspie.Mieszka w nim około 60 tysięcy ludzi, więc można je uznać za metropolię, jak na tamte warunki.
Stolica nie powala na kolana, jednak będąc na wyspie, warto ją zobaczyć.
Niewątpliwie na architekturę i "uporządkowanie" miasta wpłynęła koncepcja wizjonera C. Manrigue.

Zapraszam na pierwszą cześć spaceru:






Zbliżamy się do Castillo de San Gabriel - twierdzy położonej na niewielkiej wysepce:






M. zawsze zachwycają takie miejsca i musi dokładnie wszytko pooglądać:




Kiedy widzę ciekawe drzwi, za każdym razem zastanawiam się, co się za nimi znajduje...


Z tego miejsca - piękny widok na stolicę:




Wokół twierdzy:





Do kościółka widocznego w głębi oczywiście doszliśmy, będzie o nim w kolejnej części:


Lubię patrzeć, jak fale oceanu "rozbijają się" o skały:




W stolicy prawie wszystkie budynki są w białym kolorze, nie ma tu wiele zabytków, ale zachowało się kilka zabytkowych kamieniczek z XVIII wieku. Poniżej - współczesne budynki, na ich tle ciekawa altana.



Istny tygiel architektoniczny:








Zgodnie z założeniami architektonicznymi Manrique, budynki na wyspie miały mieć tylko dwie kondygnacje.
Niestety wiele Jego propozycji zostało złamanych...
Między innymi powstał 14 - piętrowy hotel.
Jeśli dotrzecie do Arrecife warto wjechać na ostatnie piętro, by podziwiać zza szyb kawiarni panoramę miasta i piękne plaże:


Idealne tło dla mojej bluzki :)







Znalazłam informację, że nazwa Arrecife oznacza"rafę" lub "podwodną skałę" i wywodzi się od raf koralowych i wysepek położonych wzdłuż linii brzegowej.



Kawa smakowała tutaj wybornie:


Opuszczamy powoli hotel i udajemy się na dalsze myszkowanie:


Wokół hotelu ciekawe współczesne rzeźby:



Chwila odpoczynku przed 2 częścią spaceru.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających.
Przez kilka dni miałam "awarię" laptopa, dlatego nadal nie dotarłam na moje ulubione blogi. Za co bardzo przepraszam...
Mam nadzieję, że do poniedziałku uda mi się nadrobić zaległości :)

Dziękuję za wcześniejsze komentarze. Powoli będę na nie odpowiadać.

Zdjęcia pochodzą z lutego 2016 roku.




sobota, 30 kwietnia 2016

Wyspa wulkanów, część druga. Lanzarote po raz czwarty.


Dzisiaj zapraszam Was na dalszą część wycieczki.

Jesteśmy już po atrakcjach w Parku Narodowych Timanfaya.

To co widzicie za nami, to plantacje winorośli. Zupełnie nie przypominają tych, które możemy podziwiać w Hiszpanii czy we Włoszech.


Kamienne murki mają za zadanie osłonić roślinki przed wiatrem i palącym słońcem.
Podziwiam pracowitość i determinację mieszkających tutaj ludzi. Jakże muszą być cierpliwi, by osiągnąć zamierzony cel...


W lokalnej winiarni mieliśmy okazję zobaczyć zdjęcia obrazujące proces wytwarzania trunków.
A wina z wysp są naprawdę bardzo dobre. :)



Kolejnym punktem wycieczki był obiad w skromnej restauracji, ale za to w bardzo urokliwej miejscowości, której niestety nazwy nie pamiętam... :(


To co mnie tutaj zachwyciło, to nieskazitelna wszędzie czystość. Białe domy, zadbane otoczenie, tak jakby ktoś wysprzątał chodniki i ulice przed naszym przyjazdem.
Podobne wrażenie odnieśliśmy w Jordanii. Tutaj widoczne było to na każdym kroku.
Jak wiecie, uwielbiam greckie klimaty, jednak co do czystości tam, różnie to bywa...
W przypadku Lanzarote byliśmy mile zaskoczeni, bo na pozostałych Wyspach Kanaryjskich też jest zupełnie inaczej.
W takim miejscu jak to, mogłabym zamieszkać na emeryturze...


Po obiedzie mieliśmy chwilę czasu. Szybko weszliśmy do małego kościółka znajdującego się w centrum miejscowości.




Ruszamy dalej...
Obserwujemy na trasie typowy dla Lanzarote krajobraz. Białe domy pięknie kontrastują z surowym, wulkanicznym klimatem wyspy.
Tutaj widzimy już zdecydowanie bardziej zielone tereny.
W takim domku też moglibyśmy zamieszkać... Mój M. był zachwycony wyspą.



Jedno z licznych dzieł artysty - Cesara Manrique.
To właśnie Jemu zawdzięczają mieszkańcy "wystrój" wyspy. Więcej na ten temat napiszę w poście poświęconym obecnej stolicy Lanzarote - Arrecife.


Bardzo żałuję, że nie udało nam się zwiedzić widocznego w głębi XVI - wiecznego kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej z Guadelupe. Wiem z postu Beatki, że warto.
Kościół ten mieści się w miejscowości Teguisse. Jest to dawna stolica Lanzarote.
W programie naszej objazdówki nie było przewidzianego tam postoju :(
Później indywidualnie już nie dotarliśmy. :(


Myślę jednak, że jeśli wrócimy kiedyś na Wyspy Kanaryjskie, to zdecydowanie będzie to Lanzarote.


Mijamy na trasie piękną "Dolinę Tysiąca Palm":



Dotarliśmy wreszcie do kolejnej atrakcji wyspy - Janeos del Aqua. To także dzieło Cesara Manrique.



Fragment tunelu wulkanicznego został zaaranżowany przez wyżej wymienionego artystę.
Kiedy będziecie na Lanzarote, konieczcie zobaczcie to miejsce.


Nie wiem, jak to się stało, ale bez flesza wyszło nam takie ciekawe zdjęcie fragmentu jaskini. :)


  Schodząc po dosyć stromych schodach, obcujemy z piękną egzotyczną roślinnością na tle wulkanicznych skał.
 Aż wreszcie naszym oczom ukazuje się niezwykły widok: zbiornik wodny, w którym mieszkają maleńkie kraby - albinosy.



Krabiki wyglądają jak gwiazdy na niebie...



Do jaskini wpada dzienne światło, co powoduje tajemniczą grę cieni...


Obowiązkowa fotka :)


Warto zobaczyć tutaj przepiękną salę koncertową. Bardzo chciałabym posłuchać w takim miejscu muzyki.
Akustyka jest niesamowita.
Mieliśmy okazję doznać takich wrażeń muzycznych, zwiedzając jaskinie na Majorce.


A po opuszczeniu jaskini - małe Karaiby.
Znajduje się tu niewielki basen i oczywiście piękna egzotyczna roślinność.
Trochę "plaża" jest sztuczna, ale ogólnie otoczenie bardzo ciekawe.


Słoneczko przygrzewa coraz bardziej, więc czerwona bluzka powędrowała do torby.


Mój M. w cieniu na kamieniu...


Przed nami jeszcze wizyta w Muzeum Wulkanologii.
Idąc, nieustannie zachwycamy się aranżacją tego miejsca, przede wszystkim różnorodnością roślin.


i nie tylko..



W muzeum nie mieliśmy za dużo czasu, ale pooglądaliśmy ciekawe zdjęcia, wystawy, obrazujące historię wyspę.





Wycieczka była obfita w liczne atrakcje. A to jeszcze nie koniec. :)
W kolejnym poście zaproszę Was do jeszcze jednego ciekawego miejsca.
Już dzisiaj zapraszam. :)



Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Życzę Wam wspaniałego kwietniowo - majowego weekendu.
Po weekendzie odpiszę wreszcie na maile... Proszę o cierpliwość.
Szczególnie proszę o cierpliwość Anię, Dorotkę i Sylwię. :)

Zdjęcia pochodzą z lutego 2016 roku.


Bluzka: Mohito
Tunika w kwiaty: Orsay
Spodnie: lokalny sklep
Biżuteria: Avon, Orsay
Torba: Avon