niedziela, 19 stycznia 2014

KOBALT NA NIEDZIELĘ...

Niebieskości lubiłam od zawsze: błękity, turkusy, indygo, kobalt... mogłabym wymieniać tak długo.
To może dziwne, ale kiedy jestem otulona niebieskościami, już miałam kiedyś post na ten temat, mój umysł się wycisza. Zaczynam nabierać dystansu do wielu spraw.
Czary? Nie wiem... Tak po prostu czuję. Wszelkie odcienie niebieskiego są dla mnie symbolem wewnętrznego spokoju, nieba, wody, wspomnieniem z wakacji, etc...
Czyżbym więc intuicyjnie sięgała po ten kolor?
W mojej szafie od dawna zajmuje on dość sporo miejsca, bez względu na to, czy akurat jest na topie.
Miniony tydzień nie był dla mnie łatwy i może właśnie dlatego znów sięgnęłam po wyciszający kobalt...
Niedziela jest pomostem pomiędzy tym co było, jest i będzie... Dlatego dzisiaj KOBALT NA NIEDZIELĘ.
Niech jego MOC będzie ze mną!









Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających. Życzę miłej niedzieli i całego nadchodzącego tygodnia.
Za kilka dni zapraszam na kolejne tureckie wspomnienia.

Czarne futerko: Camaieu
Sukienka: Pretty Girl
Apaszka: lokalny butik
Rękawiczki: Carry
Torba: Orsay
Kobaltowe serduszko: pamiątka z wakacji
Broszka: Avon
Kolczyki: Orsay






środa, 15 stycznia 2014

Perge, Kursuniu, Aspendos - tureckie perełki. Turcja po raz drugi.

  W poście: W królestwie Kapadocji - zapewniałam, że Turcja ma bardzo dużo do zaoferowania. Jest to szczera prawda. Moja przygoda z tym państwem jeszcze się nie skończyła. Jest tam mnóstwo ciekawych miejsc, do których chciałabym dotrzeć.
 Jeśli planujecie wyjazd do Turcji, to unikajcie lipca i sierpnia, upał naprawdę utrudnia zwiedzanie, oprócz tego jest bardzo duża wilgotność powietrza, miałam wrażenie, jakbym siedziała w saunnie.
My, niestety lecieliśmy w lipcu, ze względu na urlop.

Dzisiaj zapraszam Was na całodniową wyprawę. Przybliżę Wam - drodzy obserwatorzy i czytelnicy, kilka tureckich perełek. Mimo upału cieszyłam się, że mogłam je zobaczyć.


Pierwszą z nich jest miejscowość - Perge.
Miasto - jak głosi legenda, zostało założone w XIII wieku p.n.e. przez Mopsosa i Kalhasa, uchodźców spod słynnej Troi.

Zanim dotarliśmy do Perge, na trasie podziwialiśmy ruiny stadionu. Na zdjęciu - jedno z wyjść z tego obiektu. Niesamowite... prawda?


 Za chwilę wejdziemy do starożytnego miasta Perge:



Jego historia jest bardzo ciekawa. Władali nim Persowie, w IV wieku p.n.e. podbił je Aleksander Wielki, później Rzymianie.




 Ciekawostką jest to, że św. Paweł założył tutaj gminę chrześcijańską. W całej Turcji w wielu miejscach można spotkać liczne ślady chrześcijaństwa.
Swą świetność Perge miało w czasach bizantyjskich. Znajdowały się tutaj aż 3 bazyliki.
Było to jedno z najpiękniejszych miast Azji Mniejszej. Poniżej na zdjęciu fragmenty łaźni:



Wraz z najazdami Arabów, miasto utraciło swoją pozycję.
Do dzisiaj, co widać  na zdjęciach, można tutaj zobaczyć między innymi: ruiny bramy ceremonialnej, łaźni, teatru, ulicy kolumnowej. Mąż podziwia pozostałości wieży ciśnień, która kiedyś zasilała miasto i łaźnie.


W mieście w czasach świetności, mieszkało wielu rzemieślników.
Zachowały się fragmenty sklepów i warsztatów.
Będąc w takich miejscach, widzimy oczyma wyobraźni, jak wyglądało tutaj przed wiekami codzienne życie ludzi...



  Ulica kolumnowa i ja ledwo żywa z powodu upału, ale jak już mnie znacie i tak byłam szczęśliwa, że znów jestem tak blisko ciekawej historii...


   Fragmenty sklepu rzeźniczego:


  Symbol jednego ze sklepów lub warsztatów:


Za nami słynna ulica kolumnowa. A z lewej strony widać uliczny, raczej - chodnikowy handel:


  Panie w nieziemskim upale sprzedają rodzime rękodzieło. Liczą na to, że turyści zainteresują się tymi wyrobami. Pamiętam, że kupiłam w tym miejscu śliczny, oryginalny naszyjnik dla siebie i córki .


   Na koniec, ciekawostka. W Perge urodził się słynny grecki matematyk i astronom - Apoloniusz.
  Za kikanaście minut ruszamy w dalszą drogę.
 

Drugim miejscem, w którym mogliśmy trochę odpocząć od upału, był Park Narodowy w Kursuniu.
To niezwykle malowniczy zakątek, który polecam, jeśli będziecie kiedykolwiek na tureckim wybrzeżu Morza Śródziemnego.




  Park założono w 1991 roku, przede wszystkim w celu ochrony unikalnej flory i fauny.
Oprócz wielu gatunków egzotycznych ptaków, można tutaj zobaczyć także swojskie kaczuszki:


  W Parku Narodowym  zachwycają lasy piniowe, wodospady, wspaniałe widoki i dziewicza wręcz przyroda.


   Można odpocząć na chwilę w przyjemnym cieniu i posłuchać szumu wodospadu...


  Zastanawiałam się, czy ta okazała kaczka zrobiła sobie popołudniową drzemkę...


   To naprawdę piękne miejsce. Oprócz turystów przyjeżdżają tutaj całe rodziny tureckie, by odpocząć od zgiełku i upału w miastach.


   Chwila ochłody pod wodospadem...



Ale było cudownie, aż nie chce się ruszać dalej...


Trzecim miejscem - ostatnim punktem wyprawy, był Aspendos. Na trasie kolejny starożytny cud techniki - akwedukty. Jest on dwupiętrowy. To jeden z najlepiej zachowanych akweduktów w całej Azji Mniejszej.


A teraz mała niespodzianka. Poznajcie naszego małego podróżnika. To miś - Fazi. Jego pysio jest zawsze uśmiechnięte. Słodziak, prawda? Dzielnie znosił trudy podróży i straaaaszny upał:


Aspendos to starożytne greckie miasto w Azji Mniejszej - dzisiejsza Turcja. Znane jest przede wszystkim z najlepiej zachowanego starożytnego amfiteatru.


  Ten niezwykly gmach mógł pomieścić prawie 20 tysięcy widzów!!! Zasiadali oni w 41 rzędach.


Budowla wzbudza respekt...


  Teatr został zaprojektowany przez ówczesnego architekta - Zenona. Chylimy czoło przed jego geniuszem.




   Teatr odrestaurowano na polecenie pierwszego prezydenta republiki Turcji - Ataturka.


Mimo zmęczenia z wielką przyjemnością  penetrowałam poszczególne rzędy teatru...


   Kolejne marzenie się spełniło. I co z tego, że temperatura przekracza 45 stopni... Tego, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy - nikt nam nie odbierze...



  Dziękuję wszystkim odwiedzającym za wspólną wycieczkę. Za kilka dni zapraszam na 3 tureckie wspomniena. Tym razem będą to przepiękne Pamukkale.
Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę miłego dnia.

Zdjęcia pochodzą z lipca 2009 roku.



Spodnie: C&A
Tunika: Takko Fashion
Koszyk: Avon
Fazi: Avon - podróżuje już z nami 6 lat...


piątek, 10 stycznia 2014

Burgund z kropelkami złota spacerowo - wizytowo...

Burgund czy jak kto woli - bordo, nadal króluje, wszak to królewski kolor. Połączony ze złotymi dodatkami jest bardzo elegancki. Bordo lubię, odkąd sięgam pamięcią. Teraz mówi się, że to MUST HAVE w naszej garderobie... Kiedyś nikt tak nie mówił, po prostu kupowałam  burgundowe sukienki, sweterki, bluzki, bluzeczki, spódnice a nawet spodnie. Miałam już chyba każdą część garderoby w kolorze bordowym.


Burgund obok czerwieni to mój dobry kolor na zimę. Co to znaczy? Dla mnie znaczy to, że czuję się w nim - dobrze. Zanim zaproszę Was na kolejne wspomnienia z Turcji, przerywnik - post mojej burgundowo - złotej propozycji zimowej.  Kurteczkę - futrzaczka połączyłam z beżową spódnicą. Na materiale można zobaczyć złotą nitkę. Szalik i buty też mają delikatny złoty połysk. Jak po królewsku, to po królewsku, chociaż złoto, wiadomo - nieprawdziwe... Tak spacerowo - wizytowo... Najpierw krótki spacer w promykach słońca a potem wizyta u kochanej cioci, która wyobraźcie sobie, ma 81 lat i szydełkuje bez okularów. Kiedyś przygotuję post o Jej cudach szydełkowych i nie tylko...
Torebki na zmianę: obie to prezenty, obie bardzo lubię. Pierwsza - beżowa ze złotymi elementami, druga - burgundowa też ze złotymi elementami.


  To zdjęcie nie jest może mistrzowskie, ale ja lubię jak słoneczko grzeje z wszystkich stron... Tak pieknie słonecznie było kilka dni temu.


  Moja ulubiona torba - prezent od córki i zięcia. Bardzo mi się podoba, oprócz tego jest porządnie wykonana.


  Wersja 2 z torbą bordową. Też prezent, sama wybierałam, mąż płacił - też sam...


    Piękna, prawda? Oczywiście torebka...


   Jak słoneczko grzeje tak mocno w styczniu, to ja mam od razu banan na buzi...


Pod futrzaczkiem bordowa bluzeczka z aksamitu, fason gorsetowy - przerobiona z body.


A tutaj drugi prezent w pełnej krasie:


  Wiem, że wiele osób czeka na śnieżny puch, szczególnie dzieciaki i młodzież, bo powoli zbliżają się ferie. Życzę im prawdziwej zimy tej zimy, ale ja nie ukrywam, cieszę się z takich słonecznych dni. Tak jakoś optymistyczniej mi się robi pod serduchem z nadzieją na lepsze...


Pozdrawiam słonecznie wszystkich odwiedzających. Zapraszam za kilka dni do Aspendos i innych pięknych miejsc w Turcji.


Bordowy futrzak: Moda Polska - i kto pamięta takie sklepy?
Spódnica: Orsay
Bordowa bluzeczka: Bon Prix, wcześniej body
Botki: Abil
Torba beżowa: prezent od córki i zięcia
Torba bordowa: Mohito, prezent od męża
Szalik: lokalny butik
Rękawiczki: Zabijcie... nie pamiętam, kupiłam, bo mój ulubiony kolor
Wisiorek i kolczyki: Avon;  bordowy pierścionek: Jubiler, prezent od męża