poniedziałek, 11 lutego 2019

Zachwycający Krasiczyn.

W piękny, słoneczny sierpniowy dzień na trakcie Przemyśl - Sanok, w pobliżu przeprawy przez rzekę San mieliśmy okazję podziwiać i zwiedzić zamek w Krasiczynie.


Zamek ten zaliczany jest do najpiękniejszych pomników polskiego renesansu. Stanisław Krasicki - kasztelan przemyski ( potomek przybyłej tu w XVI wieku mazowieckiej szlachty zagrodowej herbu Rogala) rozpoczął budowę zamku pod koniec XVI wieku. Syn Stanisława - Marcin Krasicki, którego uznawano za jednego z najwybitniejszych wówczas mecenasów sztuki, postanowił przekształcić surowy zamek obronny we wspaniałą wielkopańską rezydencję.
Pomimo licznych pożarów zamek zachował prawie niezmienioną sylwetkę, jaką nadano mu na początku XVII wieku. Został wybudowany w formie czworoboku, zorientowany ścianami według stron świata.
Nie ukrywam, że bardzo zaciekawiły nas i zachwyciły stojące w narożach cztery cylindryczne baszty: Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka ( Rycerska).





Dziedziniec zamku w kształcie prostokąta, otaczają od północy i wschodu skrzydła mieszkalne, zaś od południa i zachodu mury kurtynowe, które są zakończone niesamowitą, ażurową attyką.
Pośrodku skrzydła znajduje się przedbramie z bramą i kwadratową Wieżą Zegarową. Kiedyś przez zwodzony, a potem kamienny most, prowadziła tu droga z istniejącego w tamtym czasie miasta do zamku.







Na uwagę zasługuje niewątpliwie jeden z najcenniejszych elementów architektonicznych zamku - mieszcząca się w Baszcie Boskiej kaplica porównywana do Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.























Nas zachwyciły także bogato rzeźbione portale, loggie, arkady i przede wszystkim tzw. sgraffiti, których całkowitą powierzchnię oblicza się na około 7000 metrów kwadratowych.
Zamek naprawdę zachwyca, jego prace budowlane prowadzone były pod kierunkiem architektów włoskich, a prace zdobnicze oraz dekoracje wykonali artyści przemyscy. Brawo!
W zamku gościli między innymi królowie polscy: Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz oraz
August II.
Zaś po bezpotomnej śmierci Krasickich zamek a także dobra krasiczyńskie dziedziczyli: Modrzewscy, Wojakowscy, Tarłowie, Potoccy i Pińscy.W 1835 roku od ostatniego rodu zamek odkupił książę Leon Sapiecha. Ród ten był w posiadaniu Krasiczyna do 1944 roku. Przyczynili się oni znacznie do rozwoju posiadanych dóbr. Przeprowadzili renowację zamku, założyli tartak, browar, fabrykę maszyn rolniczych.
Bardzo aktywnie działali na polu rozwoju życia gospodarczego i społecznego regionu.

Nie mogliśmy wyjść z podziwu, patrząc na sgrafitti.








Mieliśmy okazję zobaczyć kilka sal. Niestety nie zobaczycie tutaj wspaniałych komnat, ponieważ na początku II wojny światowej zamek został brutalnie ograbiony przez żołnierzy sowieckich.
Pijani żołnierze nie uszanowali także nagrobków. Rozbili je, powyciągali trumny, zbezcześcili zwłoki, po czym urządzili sobie pijacką zabawę, a trumny potraktowali jako miejsce do spania...
Tego się chyba nie da skomentować...



Prawie w całości ostała się tylko sala myśliwska, ponieważ zdążono zamurować do niej wejście.






I jeszcze odtworzone 2 pomieszczenia:









Wychodzimy  z komnat. Fotki na pamiątkę musowo. Dziękujemy Wam kochani, że mogliśmy razem spędzić czas w Krasiczynie :)



I jeszcze krótki spacer wokół zamku:







Krótki odpoczynek:






Jeśli kiedykolwiek będziecie w tych stronach, koniecznie zobaczcie to "caceńko".
Bardzo zachęcamy do zwiedzenia zamku w Krasiczynie oraz parku.


Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających.
Życzę dobrego i spokojnego tygodnia.

Zdjęcia pochodzą z sierpnia 2017 roku.

Wycieczkowo:
Sukienka: Bon prix
Sandałki: już były :), bardzo wygodne to najważniejsze.

środa, 6 lutego 2019

2 rocznica - Mojej kochanej Ani...


Aniu kochana...
To już 2 lata...
Żałoba matki po stracie dziecka nie kończy się nigdy...
Żałoba matki trwa do końca jej życia...

Bo to nie działa tak, że chowasz czarne ubrania i jest już okey...
Że nawet próbujesz być tu czy tam i jest już okey...
Że próbujesz uśmiechać się, nawet żartować i jest już okey...

I wiem, że nawet gdybym zwiedziła cały świat, gdybym spełniła wszystkie dawne marzenia,
ból i tęsknota już na dobre zagnieździły się w moim sercu i głowie...
I nigdy już nie będzie tak jak kiedyś...

Cały prawie dzień pętam się po mieszkaniu i nie umiem nawet nic mądrego napisać...
Mam wrażenie jakbym żyła  w jakimś innym wymiarze...
Bezsilna, bez nadziei, osaczona myślami i bólem...

I ciągle uciekam w różne skrajności, by nie oszaleć...
Nie potrafię zamknąć tego rozdziału, po prostu nie potrafię...
To jest silniejsze ode mnie...

                                                  *******

Córeczko, Ty podobnie jak ja lubiłaś fuksję.  Pamiętam, jak kupowałaś ten płaszczyk.
Jak pięknie w nim wyglądałaś. Jak cieszyłaś się z niego.


Lubiłaś także białą, piękną zimę... I niestety odeszłaś na zawsze w lutowy mroźny poranek...

Aniu, kochamy Cię i bardzo tęsknimy za Tobą...
Wybacz mi Córeczko, ale znów nie potrafię nic więcej dzisiaj napisać...


Aniu, to był także nasz ulubiony utwór. Pamiętasz ?


Moja Córka odeszła 6 lutego 2017 roku.
Na zawsze pozostanie w naszych sercach.




poniedziałek, 4 lutego 2019

PHENOMENAL US CHALLENGE 40 Gdzie ten koc?/ Where is the blanket?


W cuda nie wierzę, ale to chyba cud, że dzisiaj jestem z Grupą Fenomenalnych.
Wybaczcie, ale nie będę się dzisiaj rozpisywać...

W nocy wróciła zima, więc kilkanaście  zdjęć, dosłownie 10 kroków od naszego bloku.
Zestaw w zasadzie już dawno sprawdzony. Żadna rewelacja: płaszcz + szalik, który udaje koc, grają pierwsze skrzypce, ot co...
Szalik jest mięciutki i ciepły jak mój ulubiony koc w kolorze fuksji, dokładnie w takim kolorze jak flauszowy płaszcz.
To w zasadzie tyle dzisiaj w tym temacie... Jakoś tam chyba wpisuję się w kocowe wyzwanie:














Pozdrawiam "kocykowe" fenomenalne oraz wszystkich odwiedzających mój blog.

Powoli będę docierać na moje ulubione blogi.

Płaszcz: Mohito
Szalik: Pepco
Sukienka: Bon prix
Kozaki: CCC
Torebka, komin, wisiorek: lokalny sklep

czwartek, 24 stycznia 2019

Dzień Babci i Dziadka... Wspomnienia


W poniedziałek i we wtorek w większości domach obchodziliśmy Dzień Babci i Dziadka.

Z tej okazji wreszcie zdecydowałam się opowiedzieć Wam o życiu mojej Babci i Dziadka ( rodzice mojej Mamy).

Mieszkaliśmy razem, w jednym domu. Z jednej strony moi Rodzice, ja i mój Brat, z drugiej strony moi Dziadkowie.
Pamiętam każdy szczegół Ich mieszkania. Biały kredens z pięknymi szybkami we wzorki, za którymi widoczna była delikatna porcelana i szkło.
Stół, przy którym Babcia i Dziadek zawsze razem jedli posiłki. Pięknie wyprasowany obrus. Kwiatki na parapecie.
Latem do późnego wieczora odbijałam piłkę o mur, spoglądając w okno i obserwując, jak Dziadkowie spożywali skromną kolację. Babcia zawsze nalewała herbatę z porcelanowego białego dzbanka do filiżanek.  Celebrowali posiłek, jedli powoli, rozmawiając ze sobą.
Uśmiechałam się do Nich przez szybę okna, ale chyba tego nie widzieli.
Piec kuchenny, biały kaflowy, obok szafka na której  zawsze był porządek. Nad szafką wisiała lniana makatka z napisem, życzącym szczęścia dla wszystkich domowników i gości.
Po drugiej stronie w pokoju stała leżanka czyli bardziej współczesna nazwa - sofa.
Czyściutka narzutka, poduszki w haftowane wzorki.
To była kuchnia i zarazem pokój dzienny, skromny, schludny - dla mnie prześliczny.
Jakiś obrazek święty na ścianie i mały krzyżyk nad drzwiami.

Czy wiecie, że lubiłam jako mała dziewczynka chorować? To niedorzeczne prawda.
Mama przed wyjściem do pracy przenosiła moją poduszkę i kołderkę i zaścielała mi leżankę u Babci.
Byłam szczęśliwa. Mogłam cały dzień obserwować, jak moja Babcia krząta się w domu. Mleko z miodem, które mi przygotowywała, było największym rarytasem. A potem zapach gotującej się zupy.
Kiedy Dziadek wracał z pracy, witał się czule z Babcią.  Potem wspólny obiad przy stole...
Po 15.00 wracała moja Mama z pracy. Przenosiłam swoje rzeczy na "naszą" stronę domu...
Ale rano znowu wracałam...
Nigdy o tym nie powiedziałam mojej Mamie ( przepraszam Cię Mamo...), ale kiedy już miałam wrócić do szkoły, potarłam o ręcznik termometr i udawałam, że nadal jestem chora. Chciałam jeszcze chociaż 2, 3 dni pobyć z Babcią i Dziadkiem.
 Czułam u Nich  taki spokój, ciepło, miłość... Nie potrafię tego wyrazić słowami.

Moja Babcia była skromną osobą, bardzo pracowitą i utalentowaną. Była zawodową krawcową.
Potrafiła uszyć garnitur męski, płaszcz, nie mówiąc już o sukienkach czy innych  częściach garderoby.
Często obserwowałam, jak pochylona, skupiona  nad maszyną, pracowała godzinami, by zarobić trochę pieniędzy.
Dziadek także nie bał się pracy. Pomagał  Babci w gospodarstwie domowym.
Najbardziej lubiłam wpadać do Nich wieczorem po kolacji.
Dziadek siedział w swoim ulubionym fotelu, palił fajkę i czytał gazetę, a babcia odpoczywała po całym dniu pracy... Haftowała chusteczki lub serwetki... W powietrzu unosił się błogi spokój...

Jacy byli moi Dziadkowie?  Co podziwiałam w Nich najbardziej?
Przede wszystkim wzajemny szacunek, miłość, którą sobie okazywali w sposób subtelny, delikatny,
rozumienie swoich potrzeb... Nigdy nie słyszałam, by Dziadkowie się kłócili. Potrafili ewentualne swoje problemy rozwiązywać spokojnie, bez krzyków i obrażania się na siebie.

Kiedy byłam w liceum, często wypytywałam Babcię, jak to było podczas wojny, jak sobie radzili w tych trudnych czasach. Pamiętam dokładnie jedną z wielu opowieści.
 Kiedy Niemcy gnali więźniów oświęcimskich,  babcia podbiegła do Nich z wiadrem wody, garnuszkiem oraz  kromkami chleba.
Więźniowie łapczywie pili wodę, a esesman uderzył moją Babcię kolbą karabinu w głowę.
Na szczęście nie strzelił i mimo że rana była poważna, Babcia przeżyła...
A mój Dziadek też często musiał uciekać do lasu, by chronić swoje życie...

Opowieści pamiętam sporo. Ponieważ pamieć jest ulotna, chciałabym je kiedyś spisać...

Pamiętam także, że Babcia i Dziadek dosyć często wyjeżdżali do sanatorium. Zwiedzili wiele miast w Polsce. Zawsze razem. Skromni, a jednak wielcy ludzie...

Kochałam Ich bardzo. I nadal kocham. Dla mnie to było wyjątkowe małżeństwo i wyjątkowe osoby. :)
Dziękuję Im za całe dobro, które mnie spotkało z Ich strony, za miłość i przekazane wartości..
Niestety moja Ania nie zdążyła poznać mojej Babci, pamiętała tylko Dziadka, który przeżył Babcię o kilka lat.

Dzięki mojej Mamie mam parę  zdjęć, na których możecie zobaczyć Moją kochaną Babcię i  kochanego Dziadka.
Z góry przepraszam za jakoś zdjęć, kiedy wróci Mąż z pracy, poproszę Go, by spróbował jeszcze raz poprawić ich wyrazistość.

To moje ulubione rodzinne zdjęcie: )


Tłumaczę po kolei: Ciocia Elfryda ( najstarsza córka), Babcia, Ciocia Anna ( druga w kolejności córka), moja Mama - ta urocza mała dziewczynka. Mama opowiadała mi, że nie chciała siedzieć na kolanach Dziadka, który siedzi obok, tylko uparła się, że musi mieć osobne krzesło :), za Dziadkiem stoi Wujek Alojz ( jedyny syn Dziadków), który jako pierwszy niestety przeszedł na drugą stroną, jako młody mężczyzna...
Ale to już inna smutna historia.
Zawsze zachwycałam się, jak cała rodzina jest skromnie, ale elegancko odziana.

A to kolejne zdjęcia. Dziadkowie nad morzem:



I Babcia w sanatorium z koleżankami:


Bardzo żałuję, ale nie znalazłam ani jednego zdjęcia z Babcią i Dziadkiem :(

A to moje drugie ulubione zdjęcie: Babcia i Dziadek jako jeszcze narzeczeni:


Właściwie mogłabym opowiadam o Babci i Dziadku bez końca.
Jak się poznali, jak żyli skromnie, jak zaczęli budować dom, jak ciężko było Im podczas okupacji, jak cierpieli z powodu straty swojego jedynego Syna, jak cieszyli się, kiedy dostałam się na studia...

To wielkie szczęście, że mogłam cieszyć się Waszą obecnością w moim życiu...
Dziękuję Wam Babciu i Dziadku za wszystko!!!

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i zapraszam za kilka dni na kolejne wspomnienia podróżnicze.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

PHENOMENAL US - CHALLENGE 39 W krainie futrzaków?/ Cuddly Furry Land

Pierwsze wyzwanie w tym roku...
Leżę obolała, a mój M. pyta: To jak, chcesz te zdjęcia?
- Nie, raczej nie. Nie mam sił. Musiałabym się przebrać...
Zestaw miałam w głowie, bo dosłownie kilka dni temu dokładnie tak jechałam odziana po wypis ze szpitala. Oczywiście w botkach, omotanym szaliku na szyi,  z torbą a nie małą torebusią i w półbutach, jak zobaczycie na zdjęciach.
Po operacji, jeśli już muszę wyjść z domu, odziewam się w  luźne sukienki i futerka, po pierwsze-  bo tak mi wygodnie, a po drugie - bo "ukrywam" pod sukienkami pas pooperacyjny.

A futrzaki, miśki lubię od dziecka.
Nigdy nie zapomnę mojego ulubionego beżowego miśka - płaszczyka. Kiedy był już ma mnie za krótki,  szczególnie rękawy, babcia doszyła mi brązowe z misia mankiety i plisę na dole. Uwielbiałam go.:)

Futrzaki już gościły na moim blogu. Mam oprócz dzisiejszego 2 ulubione.
A ten dzisiejszy futrzak ma same zalety:
- kupiłam go wyjątkowo tanio na allegro,
- jest leciutki jak piórko ( to dla mnie ważne ),
- ma piękną fakturę materiału i lekki połysk,
- ma ciekawy lekko rozkloszowany fason
- ma piękny odcień szarości ( łączę je z wszelkimi intensywniejszymi kolorami i wszystkie do niego pasują),
- jest bardzo ciepły i miły w dotyku,
- mogę go prać w automacie,
- jest oczywiście sztuczny.

Zwlokłam się w końcu z kanapy i przygotowałam do zdjęć.
Zimowa sceneria byłaby super, ale cóż, wyjście z domu nie wchodziło w rachubę.
Zresztą w moim mieście zimy znowu nie ma, tzn scenerii zimowej nie ma...
A "odgapiając" ostatni pomysł u Sylwii - Sivki, gdzie zachwyciła mnie Jej biała choinka z białymi ozdobami, zdecydowałam się na te kilka zdjęć w moim ulubionym niebieskim pokoju, gdzie też jeszcze na komodzie znajdują się białe ozdoby świąteczne, a kobaltowa ściana pasuje mi do dodatków :)

Tak więc ostatecznie, dzięki mobilizacji M. udało się. Światło jest, jakie jest, wory pod oczami widoczne.
Pozy, takie se... Ale cóż, na razie ledwo "łażę", więc i tak nie jest chyba najgorzej.
Oki, dosyć katowania siebie, to nie ja jestem tutaj najważniejsza, tylko futrzak.
Zapraszam zatem na moją propozycję:









Wśród ozdób jest, jak widzicie, zdjęcie mojej kochanej Ani.
Kiedy przyjeżdżali do Nas (Ania i Jej Mąż, mój Zięć) i zostawali na noc, niebieski pokój był zawsze do ich dyspozycji...



Futerko: Novelti (allegro)
Sukienka szara: Bon prix
Rękawiczki: Caro
Szalik, naszyjnik, torebka: lokalny sklep
Półbuty: Kwadrat

Dla przypomnienia wybrałam kilka zdjęć wcześniejszych futrzaków. Czasem występowały one z innymi dodatkami.

Tu mój ulubiony kobalt z czarnym krótkim futrzakiem:


Bordo futrzaczek z beżowo- złotymi dodatkami:


Białe i beżowe futrzaki uwielbiam zimą, szczególnie, kiedy jest biała zima:








Często był to także futrzany kołnierz z czapą:


A tutaj  inny czarny futrzaczek z kobaltem ( nazywam go - krecik):


Czasem wygodne są krótsze futrzaczki, kiedy mróz nie doskwiera tak bardzo:



Futrzak na lżejszy mróz, ale wietrzny dzień:


Jednak kiedy mróz zimą jest porządny - moim faworytem jest futrzak - eskimoski.
Wiem na 200%,  że na pewno w nim nie zmarznę:



Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających, szczególnie Grupę Fenomenalnych.
Życzę spokojnego tygodnia.


A tutaj na zdjęciu  wszystkie "Futrzane fenomenalne":