czwartek, 6 kwietnia 2017

Dwa miesiące ... Pierwsza podróż... Bautzen - część pierwsza.

Córeczko Kochana, to już 2 miesiące...

M. zabrał mnie w ubiegły weekend do Bautzen. To pierwsza nasza mała podróż w tym roku.
Byłaś cały czas w moim sercu, w myślach...
Wyobrażałam sobie, jak zachwycasz się kamienicami, urokliwymi uliczkami, jak wyszukujesz różne ciekawe miejsca i detale... Jak "buszujesz" z aparatem fotograficznym... Cała Ty...

I tylko Ty wiesz, jak ukradkiem ocierałam łzy...
I tylko Ty wiesz, jak bardzo tęsknię i jak bardzo chciałabym pokazać Ci to wszystko...
I tak już będzie... Zawsze będziesz obok mnie, chociaż w Innym wymiarze...
Aniu droga, pospacerujmy razem... Dobrze?
             
                               ***************************************

Do Bautzen pojechaliśmy wcześnie rano. Właściwie to miał być tylko krótki spacer...
Mieliśmy przy sobie niezbyt profesjonalny aparat. Nie planowaliśmy nawet zdjęć.
To miasto znałam z opowieści mojej mamy i pocztówek.
Bautzen było na liście naszych wspólnych podróży z Córką i Zięciem...

O tej godzinie miasto było jeszcze senne i puste. To akurat bardzo nam odpowiadało.
M. postanowił jednak uwiecznić ciekawe zakamarki.
Dzisiaj bez informacji, bez ciekawostek ...
Po prostu  zapraszamy Was na pierwszy wspólny spacer:



























Spacerując pustymi uliczkami, mijaliśmy kilka razy uroczą parę, która snuła się podobnie, jak my...
W pewnym momencie sympatyczny pan postanowił, że nas uwieczni...
To miłe...


 Pozdrawiam wszystkich odwiedzających.

W kolejnym poście napiszę kilka zdań na temat Bautzen, do którego myślę warto wpaść  przy okazji...
Dziękuję za wszystkie maile, w przyszłym tygodniu postaram się na nie odpisać.
Postaram się też odwiedzić moje ulubione blogi.
Dziękuję, że jesteście ze mną, z nami...

Życzę Wam już dzisiaj spokojnego weekendu.










poniedziałek, 6 marca 2017

Zamiast...


To już miesiąc minął Córeczko...
Z każdym tygodniem, dniem, moje serce bardziej krwawi...
Musisz być silna - słyszę wokół... Silna? Jak?
Nikt i nic nie jest w stanie ukoić mojego bólu...

Wiem Córeczko, Ty już nie cierpisz, ale My tutaj bardzo...
Nieprzespane noce, godziny pełne łez, tysiące pytań:
Dlaczego właśnie Ty Aniu musiałaś zachorować?
Dlaczego na taką straszną chorobę?
Dlaczego w tak młodym wieku?
Dlaczego Bóg nie zabrał mnie, chociaż Go o to prosiłam, a Ciebie nie oszczędził?
Dlaczego medycyna jest ciągle bezradna?
Dlaczego nie możesz cieszyć się z nadchodzącej wiosny?
Dlaczego nie możesz ogrzać się w promieniach słońca?
Dlaczego już nigdy razem nigdzie nie pojedziemy?
Dlaczego nie mogę Cię przytulić?
Dlaczego?
Dlaczego...

Wiem, mam Syna, Męża, kochającą Rodzinę...
Wiem, że muszę wspierać drogiego mi Zięcia...
Wiem, jest Rodzina Zięcia, którą szanuję i kocham...
Wiem, że mam wokół siebie Przyjaciół...
Wiem, że życie toczy się dalej...
Wiem, że chciałabyś, bym nie cierpiała... Nie płakała....
Bym była szczęśliwa...
Ja to wszystko wiem, ale jak mam odnaleźć się w nowej rzeczywistości?
Gdzie jesteś teraz Córeczko?
I jak mam żyć bez Ciebie?!

Tak bardzo lubiłaś wiosnę i kwiaty...
"Mamo, posadziłam już kwiatki! A Ty?"
Tak bardzo polubiłaś Aniu "moją" Grecję...
"Mamo, jest cudownie... Musimy tu w przyszłym roku być razem..."
Tak bardzo cieszyła Cię każda nowa sukienka w kwiaty...
"Wiem mamo, mam już kilka, ale kupiłam kolejną, jest taka słodka..."
Tak bardzo lubiłaś wyszukiwać dodatki do Waszego domu...
"Mamo, zauważyłaś, coś nowego?"
Tak bardzo lubiłaś truskawki...
"Mamo w spiżarni mam już 100 słoików kompotów truskawkowych"...
Tak bardzo lubiłaś eksperymentować w kuchni...
"Mamo, upiekłam ciasto wg nowego przepisu, mam nadzieję, że będzie jadalne..."
Tak bardzo cieszył Cię każdy prezent, który przywoziłam z wakacji...
"Mamo, Ty zawsze wiesz, jak sprawić mi radość"...
Tak bardzo...


Może moja Córeczka jest  już w lepszym świecie...
Gdzie kwiaty są jeszcze piękniejsze i barwniejsze...
Gdzie niebo jest jeszcze bardziej błękitne
Gdzie słońce i księżyc nigdy nie zachodzą...
A jeżeli nie ma lepszego świata?
Jeżeli nie ma nic... Tylko pustka...
Panie, wybacz mi te słowa...
Jestem tylko marnym, grzesznym człowiekiem...
Ty znasz odpowiedzi na wszystkie pytania....
A ja szamocę się każdego dnia...
Zwątpienie zawładnęło moją skołataną duszą...
Żadne słowa nie oddadzą tego, co czuję...
Żadna modlitwa nie jest w stanie utulić mnie do snu...
Czasem już nie wiem, jak z Tobą Panie rozmawiać...
I co powiedzieć Ci  - Zamiast...

   



Aniu, przyszłaś...
Byłaś tak blisko...
Czułam ciepło Twojego policzka...
Córeczko, to byłaś Ty... Prawda?


Dziękuję za wszystkie wyrazy współczucia...
Dziękuję także wszystkim, którzy towarzyszyli  Ani podczas Jej ostatniej drogi, za każde dobro, które uczyniliście za Jej życia... Za modlitwy, za pamięć...





wtorek, 7 lutego 2017

Mojej najukochańszej Córeczce...

Wczoraj przeszła na drugą stronę moja najukochańsza Córeczka Anna - Maria.

Nigdy się z tym się nie pogodzę, nigdy...
Moje serce pękło na milion kawałków...

Ania miała tylko 35 lat... I wielką wiarę, że pokona straszną chorobę...
Miała tyle pasji, marzeń... Kochała życie...
Kochała kwiaty, uwielbiała sukienki, wysokie obcasy  i modę retro...
Prowadziła blog Vintage Cat, chciała go dalej prowadzić, kiedy tylko nabierze sił...

W środę w minionym tygodniu prosiła mnie, bym  podziwiała z Nią zachód słońca...
A za parę dni sama poszła w jego stronę...

To dzięki Niej założyłam mój blog, to Córka namówiła mnie, bym dzieliła się z Wami moimi wspomnieniami z podróży... To Ania nazwała mój blog - Iść w stronę słońca...
Nawet podczas choroby mówiła, bym nie zaprzestawała blogowania...

Planowałyśmy wspólne podróże, ale Ona wybrała  tylko tę w jedną stronę...
To było ulubione nasze wspólne zdjęcie mojej Córeczki...



Dziękuję wszystkim, którzy byli i są ze mną w tym najtrudniejszym dla mnie w życiu okresie, za każde dobre słowo, pamięć, modlitwę w intencji Ani.

Aniu kochana, na zawsze będziesz  żyła w naszych sercach... 


 Szczególnie pragnę podziękować mojemu Zięciowi, który jest Aniołem - za miłość i troskliwą opiekę nad moją Córeczką a także całej Jego Rodzinie, mojemu Mężowi, Synowi, Rodzinie, Przyjaciołom, wszystkim Ludziom Dobrej Woli...

To był Twój Aniu i  nasz, ulubiony utwór... Posłuchajmy go znów razem... Dobrze?
Jesteś już wolna kochana Córeczko...





 Jeśli moja Córeczka przyjdzie i powie mi, żebym do Was - do blogowania wróciła, to wrócę...


Mój mail: andulka@onet.pl

niedziela, 8 stycznia 2017

Kłujący post... Lanzarote po raz piąty... Postowa pomyłka...

Witajcie!

TEN POST NIE MIAŁ BYĆ OPUBLIKOWANY...
Na razie nie mam czasu a jeszcze bardziej głowy do pisania postów...
Pomyłkowo nacisnęłam opublikuj... No i poszło... Mogę go tylko edytować, stąd moje wyjaśnienie...
Nie wiem, jak cofnąć post, nie chcę ryzykować całkowitego usunięcia... Kilka postów ( ten także) czekało sobie w poczekalni od wiosny tamtego roku....
Wiosny wydawało mi się wtedy pięknej i pełnej nadziei.
Zbyt wiele wydarzyło się od tamtego czasu... O wiele za dużo...

Skoro jednak post został opublikowany, to zwracam się przy okazji do moich PRZYJACIÓŁ.
KOCHANI, za kilka dni RAZEM mieliśmy polecieć w długą podróż, za ocean.
Podróż - marzenie mojego dzieciństwa. Tam także rosną  kaktusy, ale nie one miały być celem naszej wyprawy...
Nie będzie nas ( mnie i mojego męża)  z Wami...
Jest nam trochę smutno, ale Wy wiecie, że jestem teraz potrzebna w innym miejscu.
 Nie wyobrażam sobie, abym mogła postąpić inaczej... I absolutnie nie żałuję swojej decyzji.
Są w życiu sprawy ważne i niezwykle ważne...
Wiem, że TAM będziecie mieć na uwadze naszą prośbę, za co bardzo jesteśmy WAM wdzięczni.
DZIĘKUJEMY CAŁYM SERCEM ...

                                      *************************************

To było najbardziej kłujące miejsce, jakie widziałam w swoim życiu.
Gdzie okiem sięgnąć, wszędzie kaktusy.
Naszym ostatnim etapem objazdowej wycieczki po Lanzarote był słynny Jardin de Cactus - ogród kaktusów.
Kolejne "dzieło" Cezara Manrique. To przykład doskonałego połączenia krajobrazu wyspy z architekturą.
Ogród znajduje się w miejscowości Guatiza - gmina Costa Teguise na terenie starego kamieniołomu w pobliżu starego młyna.

Zapraszam na kłującą wycieczkę:





Na obszarze 5000 tys metrów kwadratowych zgromadzono ponad 1400 gatunków kaktusów. Pochodzą one z Wysp Kanaryjskich, ale także z takich krajów jak: Peru, Meksyk, Tanzania, Madagaskar i Maroko.
Każda z odmian charakteryzuje się odmienną wielkością oraz kształtem.
To było niezwykle urocze kłujące miejsce...














Malowniczość tego miejsca podkreślają także oczka wodne pokryte liliami:




Staraliśmy się uwiecznić wiele ciekawych okazów, nie sposób oczywiście wszystkich...
Zieleń kaktusów pięknie kontrastuje z czarnym popiołem.







 "Fotele teściowej", tak stwierdził M.:


Kompletnie nie pojmuję, dlaczego taka nazwa...


Po godzinnej wizycie w ogrodzie M. był już trochę zmęczony...


Ja przeciwnie, mogłabym długo buszować  w tym kłującym ogrodzie.


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i życzę Wam wszystkiego dobrego.

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE, ZA KAŻDE ŻYCZLIWE SŁOWO, ZA TROSKĘ.

Zdjęcia pochodzą z lutego 2016 roku.

Spodnie: lokalny sklep
Top- tunika: Orsay
Kapelusz: pamiątka z wakacji
Naszyjnik, bransoletka, torba: Avon