niedziela, 9 lutego 2014

W krainie Nabatejczyków - Petra. Jordania po raz pierwszy.


Petra - jedno z wielu marzeń mojego męża.
Byłam w pracy, kiedy nagle zadzwonił telefon. Mąż dopytywał się, kiedy dokładnie mam urlop w lutym. Nie rozumiałam, po co mu ta informacja, ale już za moment dowiedziałam się, że zaplanował nasz krótki wypoczynek, a celem ma być właśnie Petra.


Z Taby płynęliśmy katamaranem do Akaby. Po zejściu na teren portu mieliśmy wrażenie, jak gdyby ktoś przed naszym przybyciem wysprzątał chodniki i ulice. Prawdopodobnie, za śmiecenie są tutaj wysokie kary pieniężne.
Jesteśmy na terytorium Jordanii:


Pamiątkowe fotki i ruszamy autokarem w kierunku Petry.



 Jest luty 2010 rok. Piękna, słoneczna pogoda. Temperatura, około +25 stopni. Zmierzamy do naszego celu. Kręte drogi, ale całkiem przyzwoite.


Pierwszy postój. Za nami rów tektoniczny, najgłębsza depresja na świecie, będący przedłużeniem rowu Morza Martwego. Dnem rowu płynie rzeka Jordan, natomiast najniższe części rowu wypełnia Morze Martwe i Jezioro Genezaret.



  W Jordanii można zobaczyć taką architekturę...


 i taką... Wielu Jordańczyków mieszka w lepiankach...


  Wśród tego pustkowia - główna droga, widoczny w głębi autokar, a za mną pasące się zwierzęta. Tylko co one tam jedzą?


Dojechaliśmy do celu. Już za moment znajdziemy się w kolejnym niezwykłym miejscu.
Petra została uznana za jeden z 7 nowych cudów świata - od lipca 2007 roku.


  Portrety władców: poprzedni król - Husaj I oraz obecny Abad Alah II:


   W sierpniu 1812 roku, wielki podróżnik - Szwajcar, a zarazem badacz Bliskiego Wschodu - Johann Ludwig Burckhardt odkrył leżące pośrodku pustyni starożytne miasto, wykute w stromych ścianach wapiennych. Skały są zabarwione odcieniami różu i czerwieni.


  Petra z języka greckiego, znaczy - skała. Była ona dawną stolicą królestwa arabskiego Nabatejczyków.
  W IV wieku p.n.e. koczownicze plemię osiadło na otoczonym górami płaskowyżu. Był on dostępny jedynie przez wąskie przejście - Sik al - Barid.


   Spotkaliśmy turystów z naszego miasta. Świat jest taki duży i taki mały zarazem... Przemiła turystka uwieczniła nas na zdjęciu.


W ciągu następnych trzech wieków Petra stała się ważnym ośrodkiem handlu na skrzyżowaniu dwóch wielkich szlaków handlowych: pierwszy, który łączył Zatokę Perską z Morzem Śródziemnym, zaś drugi Syrię z Morzem Czerwonym. Za chwilę wejdziemy do wspomnianego wąwozu.


Niesamowite widoki:


Kupcy przybywali do Petry ze swoimi karawanami, by odpocząć oraz zaopatrzyć się w żywność i wodę, ale przede wszystkim sprzedać część swoich towarów.
Mieszkańcy Petry - Nabatejczycy czerpali dochody z podatków nałożonych na karawany oraz z handlu.


 W końcu mieszkańcy miasta zajęli się także handlem, Petra szybko się bogaciła. Ciekawostką jest to, że rozbudowali system wodociągów i cystern skalnych, by magazynować wodę dla swoich mieszkańców.


W lutym temperatura była bardzo sprzyjająca na całodniowy marsz wąwozem, do samego centrum starożytnego miasta...


Chwila odpoczynku przed dalszą drogą w niezwykłej scenerii:


Mąż był zachwycony kolorystyką skał... Nabatejczycy nazywali Petrę - Rakszu czyli wielobarwna.





Kto z nas nie przeżywał przygód Indiana Jonesa? Właśnie w tej fantastycznej scenerii kręcono film: Indiana Jones i ostatnia krucjata. Była to trzecia część o niezwykłych perypetiach Indiany, archeologa i poszukiwacza przygód. W postać głównego bahatera wcielił się Harisson Ford.




Niebotyczne skały...



Na końcu wąskiego skalnego przełomu naszym oczom ukazał się fascynujący, wykuty w skale tzw. Kasneh al Foroun - Skarbiec Faraona.
Prawdopodobnie budowla ta nigdy nie pełniła funkcji skarbca, tylko była grobowcem. Nazwę tę nadali jej lokalni Beduini. Wierzyli oni, że w urnie znajdującej się nad środkową częścią frontonu są ukryte skarby.



Kolejne marzenie się spełniło. Stanęliśmy przed najsłynniejszym budynkiem w Petrze, skarbcem - nie skarbcem. Wspomniana wyżej urna stała się obiektem ostrzału Beduinów.


Bez względu na to jaką budowla pełniła funkcję, robi wielkie wrażenie. Fasada ma 40 metrów wysokości, 25 szerokości. Zakrywa dwa poziomy litej skały. Styl rzeźbiarki w jakim powstały budowle w Petrze, ta oraz pozostałe, określa się jako połączenie sztuki hellenistycznej oraz orientalnej.


I oczywiście fotka na pamiątkę, ku potomności...


Wrażenie robią także monumentalne kolumny korynckie, liczne fryzy i ślimacznice. Ma się wrażenie, jakby dopiero co zostały wykute w skale. Budowla ta posłużyła w filmie "Indiana Jones i ostatnia krucjata" jako świątynia chroniąca Świętego Graala.


Na wyższym poziomie jest widoczny okrągły kamienny pawilon, w którym znajduje się posąg egipskiej bogini Izis. Można zauważyć też inne rzeźby: amazonki, lwy, boginie nabatejskie a także postacie z mitologii greckiej.


 W lutym w Petrze śnieg? Nie moi drodzy, to kolejny żart google +. Śnieg owszem padał w tym czasie, ale w Polsce i pewnie nie tylko... Ale wygląda to ciekawie, a wiełbłądy są bardzo zdziwione...


 Obraz jak z czasów świetności miasta:


 Za nami w tle wejścia do domów byłych mieszkańców tego magicznego miasta.



  Handel kwitnie nadal... można też wynająć taxi - jazdę na wielbłądzie...


Jordańczyk nawołuje do zakupienia pamiątek. Zdarza się, że turyści oburzają się, ale przecież często jest to dla tych ludzi źródło utrzymania całej rodziny... Czy u nas np. na deptaku w Zakopanem nie ma stoisk z pamiątkami?


Na mnie wielkie wrażenie zrobił wykuty w skale wspaniały teatr. Według źródeł został on zbudowany przez Nabatejczyków, a następnie przekonstruowany przez Rzymian. W 106 roku n.e. cesarz Trajan włączył Petrę do utworzonej prowincji Arabia. Teatr mógł pomieścić od 6 - 10  tysięcy widzów:



Rozwój Petry trwał do III wieku n.e. Wówczas otwarto także inne szlaki handlowe i niestety zaczyna się powolny upadek miasta, jednej z najbogatszych cywilizacji. Aż w końcu Petra popadła w zapomnienie...



O Petrze mogłabym pisać i pisać. Każda budowla ma tutaj swoją historię.
Byliśmy zafascynowani tym miejscem....


Kończy się nasza przygoda w tajemniczej krainie Nabatejczyków.
Nasz Fizi też jest oczarowany. Czuł się jak sam Indiana Jones.

 
 A gdzie zabierzemy Was następnym razem? Do gorącej ********* ? Zgadnijcie sami...


Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających. Życzę Wam spokojnej, słonecznej niedzieli oraz dobrego tygodnia.
Zdjęcia pochodzą z lutego 2010 roku.



Spodnie: Camaieu
Tunika: C&A
Bluzeczka: Tiffi
Naszyjnik: lokalny butik
Torba: Avon
Fazi - wielki miłośnik podróży - Avon

środa, 5 lutego 2014

Maruszka - Matrioszka

Co ma wspólnego mój czerwony dwurzędowy płaszcz z czarnymi dodatkami sztucznego futerka z tytułem postu? Zaraz wyjaśnię...




Podczas jednej z naszych podróży ( Ameryka Środkowa) poznaliśmy sympatycznego starszego  pana - Greka, który przeszło 30 lat, a może i więcej mieszkał na stałe w Kanadzie. Pewnego dnia zauważyłam, że bacznie mi się przygląda i słucha mojego - słabego hiszpańskiego. Wreszcie podszedł do mnie i zapytał po angielsku, czy jestem Hiszpanką, bo on cały czas myślał, że pochodzę z Grecji. Mąż wytłumaczył panu, że nie jestem ani Greczynką, ani Hiszpanką, tylko Polką. Pan zmarszczył swoje krzaczaste brwi i oznajmił, że to niemożliwe, ponieważ słyszał, że rozmawiam także po rosyjsku, więc ewentualnie mogę być Ukrainką. Mąż powtórnie wytłumaczył panu, że uczyłam się kiedyś języka rosyjskiego i z Rosjanami przebywającymi na ośrodku hotelowym swobodnie z nimi mogę się porozumieć. Pan nadal nie dowierzał, twierdząc, że nie mam urody Słowiańskiej, więc nie mogę być Polką. Mąż nie miał sił tłumaczyć po raz trzeci. Grek zapytał mnie o imię. Odpowiedziałam: Barbara - Maria. Wtedy szczęśliwy, ukazując w szczerym uśmiechu całe uzębienie, zawołał: Mówiłem Ukrainka - Maruszka! Nie Matrioszka... Maruszka - Matrioszka!!!
Był taki szczęśliwy... Już miałam na końcu języka, że Ukrainka to także Słowianka, a ja jestem Polką... Upał zaczynał być nieznośny i postanowiliśmy poszukać cienia... A zadowolony Grek uśmiechał się do mnie pełną buzią... Podczas obiadu zagadnął: Matrioszka? A na pewno nie jesteś Greczynką... Ach Ci mężczyźni...
I tak zostałam na 12 dni Maruszką - Matrioszką. Panu pomyliło się, że Maruszka to imię a matrioszka, wiadomo...


Pamiętam, że w dzieciństwie dostałam w prezencie matrioszki, przywiezione z Moskwy.
Niestety, zostały zniszczone, pogryzione przez mojego pieska. Szkoda, to była pamiątka od mojej kuzynki.
Obiecywałam sobie, że kiedyś pojadę do Moskwy i przywiozę sobie nowe matrioszki. Może kiedyś marzenie się spełni. Tylko niech uspokoi się politycznie i tam w Moskwie i na Ukrainie... To piękne, fascynujący kraje, oby wreszcie nastał tam pokój... A mój czerwony płaszcz od początku kojarzył mi się z ostrymi zimami w Rosji, natomiast dwurzędówka przypominała mi palta żołnierzy.





Płaszcz jest uszyty z dobrego gatunku flauszu, w pierwszej wersji miał duży kołnierz - kaptur. Ciekawie to wyglądało, ale ja jestem niską osobą, wiec ten kaptur mnie niestety przytłaczał, a marzył mi się płaszcz z dodatkami czarnego futerka i tak powstała jego 2 wersja, dzięki zdolnej krawcowej.




Płaszcz jest dosyć długi, kiedyś takie nosiłam, prawie do ziemi... I tu mam prośbę: Doradźcie mi: skracać go? Zostawić taką długość... Jeśli skracać - to ile? 10 cm? więcej? Czy nie straci wtedy fasonu...





Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odwiedzających. Za kilka dni zapraszam do przepięknej i tajemniczej Petry. Zdjęcia pochodzą sprzed 2 tygodni, kiedy było bardzo mroźno i trochę jeszcze biało. Teraz u mnie prawie już wiosna.

zdjęcia martioszek pochodzą z Internetu


Płaszcz: Getex
Botki: CCC
Torebka, rękawiczki, broszka: Avon



sobota, 1 lutego 2014

Pamukkale... Turcja po raz trzeci...

Nie, nie należę do Klubu Morsów...  Śnieżycy też nie było... Kiedy zobaczyłam to zdjęcie, losowo wybrane przez google, uśmiałam się. Możecie mi wierzyć - nie wystąpiłam w takim stroju zimą. To nie są śnieżne skały, ale wapienne.


Jest lipiec 2009 roku. Temperatura sięga: + 45 stopni.
Nasz kolejny cel - zobaczyć i odpocząć w niezwykłym miejscu w Turcji, jakim są Pamukkale.
Jest to niewątpliwie cud przyrody. Dawniej te tereny zamieszkiwało wiele cywilizacji.
Już za moment zobaczymy z bliska przepiękne tarasy i nie tylko...



Pamukkale jest położone w Dolinie Curuksu, 360 m n.p.m. W starożytności to miejsce nazywało się Lycos.


   Termalne wody są położone na linii pęknięcia skorupy ziemskiej w obszarze aktywnym sejsmicznie.
   Wody zawierają węglan wapnia, wypływając na powierzchnię, osiągają temperaturę: + 33 - 36 stopni.


   Temperatura powietrza: + 45, wód płynących korytarzami: +36...
   Gorąca woda zawiera dwutlenek węgla oraz wapń. Podczas kontaktu z powietrzem - ochładza się.


   Uwalniają się wówczas związki węgla, natomiast węglan wapnia - wytrąca się. Efekt: przepiękne formy        zwane - trawertynami, które przybierają formy progów, oddzielonych od siebie zaporami w kształcie kół albo basenami w kształcie elipsy. Po nich ześlizguje się cichymi wodospadami - biała jak mleko woda.


  Obecnie część tarasów jest zamknięta. Cel oczywiście szlachetny - ochrona tych części, gdzie wapń jeszcze jest zbyt miękki. Trzeba czasu, by skamieniał .
Białe wapienie i błękitne niebo: widok niezwykły...


 Udostępniona do spacerów i kąpieli jest część południowa. Pamukkale zasłynęły także z leczniczych walorów wód. Zawartość odpowiednich minerałów jest pomocna i ponoć przynosi ulgę w leczeniu wielu chorób i schorzeń: nadciśnienie, reumatyzm i wiele innych. Prawdopodobnie woda ma także właściwości odmładzające...


   Przez wieki było to renomowane centrum medyczne, które oferowało kuracje licznych schorzeń i zabiegów odmładzających.
W okolicy od wieków czczono Aslepiosa i Hegeę - bogów zdrowia oraz Apolla.


   Każdego dnia Pamukkale oraz Karahayit, które znajduje się 3 km od Hierapolis, odwiedza tysiące Turków oraz zagranicznych turystów. Cieszę się, że momentami udało się odpocząć od tłumów.


  Niezwykły widok, prawda? Fantazyjnie uformowane stalaktyty kojarzą się niewątpliwie z baśniowymi zamkami. Pamukkale - znaczy bawełniana twierdza:




   Geolodzy podają w źródłach, że proces tego cudu przyrody trwa około 15 tysięcy lat - to naprawdę niesamowite...



  Kiedy będziecie w Turcji, naprawdę warto zobaczyć to magiczne miejsce.
  Kalcytowe wodospady, gigantyczne tarasy, z których widoki zapierają dech oraz wapienne skały - to wszystko zobaczycie w baśniowej krainie - Pamukkale

Kolejną atrakcją jest kąpiel w Świętej Sadzawce - Basenie Kleopatry. W tym miejscu znajdowały się w starożytności łaźnie, ówczesne SPA. Przybywały tutaj wielkie osobistości, między innymi -Kleopatra. Pozostałości kolumnady leżą od czasów starożytnych do dzisiaj -  nietknięte. Woda w basenie ma ponoć właściwości odmładzające. Legenda legendą, a spróbować warto... Co nam szkodzi...


Jeszcze chwila odpoczynku po tak licznych atrakcjach i czeka nas długa powrotna droga do hotelu.


   Zapewniam Was, warto było !!!
  Planujemy jeszcze raz odwiedzić Turcję, ponieważ nie zdążyliśmy zwiedzić Hierapolis.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających. Zapraszam na dalsze wspomnienia z naszych podróży.
Zdjęcia pochodzą z lipca 2009 roku.

Topik: Bon Prix
Krótkie spodenki: H&M
Czerwona sukienka- kostium: Bon Prix
Wisiorek: pamiątka z Turcji